piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 12






-Katrin wszystko dobrze jesteś blada-powiedział Mario
-Oni...Oni...To.... 



-No powiedz wreście kto to-odparł
-To moi rodzice
-Rodzice???
-No wiesz ci którzy mnie wychowali
-Katrin?-usłyszałam głos matki
-Witaj mamo
-Jak mogłaś nam to zrobić i uciec?
-Wiesz przez co przechodziliśmy-dołączył się do ojciec
-Przepraszam musiałam odejść
-Do kogo przecież nie masz rodziny
-O nie-wtrącił się Mario-Ona ma mnie
-A ty to kto-spytał ojciec
-Jestem jej bratem
-Ja cię kojarzę-powiedziała mama- jesteś jednym z tych piłkarzy za którymi szaleje Katrin
-Owszem jestem piłkarzem
-Wiesz jaki wstyd teraz ponosimy w naszym mieście?Teraz ludzie nigdzie nas nie zapraszają-Żaliła się mama
-Trzeba było pozwolić mi robić to co kocham-krzyknęłam
-Aaa grac w tą durną piłkę -odparł ojciec
-Wypraszam sobie obrażania mojego zawodu!!!
-Jeszcze pożałujesz że się od nas odwróciłaś zobaczysz-powiedział ojciec po czym odeszli
Nie wytrzymałam łzy zaczęły lecieć po moich polikach Mario gdy to zauważył przytulił mnie i nic nie mówił. Zauważyłam że nigdzie nie ma Mortiza pewnie podczas mojej kłótni poszedł gdzieś z resztą gdyż ich też nie było w pobliżu
-Chodź poszukamy chłopaków-przerwał cisze Mario
-Dobrze-powiedziałam ocierając łzy
Długo ich nie szukaliśmy. Może zajęło by nam to więcej czasu ale nakierowała nas rozmowa dwóch kobiet o tym jak jakiś mężczyzna biega z kąpielówkami na głowie i krzyczy że potwór go je. Razem z Mario wiedzieliśmy że to Lewy. I się nie myliliśmy
-AAAAAA zabierzcie go ja chce mieć głowę-krzyczał- jak będe bramki bez niej strzelał
-Czy znajdzie się śmiałek który stawi czoło zagrożeniu i uratuje mego przyjaciela-błagał ludzi Kuba
-Patrz-powiedziałam do Mario
-Ale co...
-Nie bój się Jakubie. Bo oto ja przybywam z daleka by uratować twego towarzysza
-O jak dobrze że przybyłaś błagam ratuj go
-Już się robi ale gdzie mój miecz?
-Tu jest-krzyknął Romek po czym podał mi jakiś kij
Podbiegłam do Roberta i zaczęłam go lekko bić po głowie krzycząc
-A masz ty wstrętny potworze idź jeść głowę kogoś innego
-Ałł-stękał Lewy
Po może dwóch minutach walki udało mi się zdjąć potwora z głowy Roberta. Wszyscy zaczęli mi bić brawa a Robert krzyczał
-Niech żyje Katrin moja wybawicielka- Do niego przyłączyła się cała reszta chłopaków oraz dziewczyny
Wyszliśmy z plaży w całkiem fajnych humorach. Dzięki naszym wygłupom zapomniałam o spotkaniu które było na samym początku. Doszliśmy do hotelu i udaliśmy się na kolacje po niej każdy miał czas dla siebie
-Dziś nie mieliśmy czasu porozmawiać-powiedział Mortiz 
-Tak wybacz
-Może chciała byś pójść ze mną obejrzeć zachód słońca?
-Tak chętnie 
-W takim razie będę u ciebie za 15 minut
Szybko poszłam powiedzieć Mario gdzie się wybieram no i jeszcze musiałam się przebrać. Gdy już wszystko ogarnęłam akurat przyszedł Mortiz.
-Gotowa?
-Zawsze- uśmiechałam się 
Całą drogę na plaże szliśmy w milczeniu w sumie to na niej też żadne z nas się nie odezwało. Jednak w drodze powrotnej on chwycił mnie za ręke. Gdy mnie już odprowadził pod same drzwi zaczął się przybliżać że niemal czułam jego oddech. Moje serce zaczęło szybciej bić a on mnie pocałował to było niesamowite takie delikatne i namiętne miałam ochotę tak cały czas. Lecz on przerwał i powiedział
-Dobranoc kochana 
-Dobranoc- odpowiedziałam 
Weszłam do pokoju i rzuciłam się uradowana na łóżko chwile później 
zasnęłam
-Wiesz przez co przechodziliśmy-dołączył się do ojciec-Przepraszam musiałam odejść-Do kogo przecież nie masz rodziny-O nie-wtrącił się Mario-Ona ma mnie-A ty to kto-spytał ojciec-Jestem jej bratem-Ja cię kojarzę-powiedziała mama- jesteś jednym z tych piłkarzy za którymi szaleje Katrin-Owszem jestem piłkarzem-Wiesz jaki wstyd teraz ponosimy w naszym mieście?Teraz ludzie nigdzie nas nie zapraszają-Żaliła się mama-Trzeba było pozwolić mi robić to co kocham-krzyknęłam -Aaa grac w tą durną piłkę -odparł ojciec-Wypraszam sobie obrażania mojego zawodu!!!-Jeszcze pożałujesz że się od nas odwróciłaś zobaczysz-powiedział ojciec po czym odeszliNie wytrzymałam łzy zaczęły lecieć po moich polikach Mario gdy to zauważył przytulił mnie i nic nie mówił. Zauważyłam że nigdzie nie ma Mortiza pewnie podczas mojej kłótni poszedł gdzieś z resztą gdyż ich też nie było w pobliżu-Chodź poszukamy chłopaków-przerwał cisze Mario-Dobrze-powiedziałam ocierając łzyDługo ich nie szukaliśmy. Może zajęło by nam to więcej czasu ale nakierowała nas rozmowa dwóch kobiet o tym jak jakiś mężczyzna biega z kąpielówkami na głowie i krzyczy że potwór go je. Razem z Mario wiedzieliśmy że to Lewy. I się nie myliliśmy-AAAAAA zabierzcie go ja chce mieć głowę-krzyczał- jak będe bramki bez niej strzelał-Czy znajdzie się śmiałek który stawi czoło zagrożeniu i uratuje mego przyjaciela-błagał ludzi Kuba
-Patrz-powiedziałam do Mario-Ale co...-Nie bój się Jakubie. Bo oto ja przybywam z daleka by uratować twego towarzysza-O jak dobrze że przybyłaś błagam ratuj go-Już się robi ale gdzie mój miecz?-Tu jest-krzyknął Romek po czym podał mi jakiś kijPodbiegłam do Roberta i zaczęłam go lekko bić po głowie krzycząc-A masz ty wstrętny potworze idź jeść głowę kogoś innego
-Ałł-stękał LewyPo może dwóch minutach walki udało mi się zdjąć potwora z głowy Roberta. Wszyscy zaczęli mi bić brawa a Robert krzyczał-Niech żyje Katrin moja wybawicielka- Do niego przyłączyła się cała reszta chłopaków oraz dziewczynyWyszliśmy z plaży w całkiem fajnych humorach. Dzięki naszym wygłupom zapomniałam o spotkaniu które było na samym początku. Doszliśmy do hotelu i udaliśmy się na kolacje po niej każdy miał czas dla siebie-Dziś nie mieliśmy czasu porozmawiać-powiedział Mortiz 
-Tak wybacz
-Może chciała byś pójść ze mną obejrzeć zachód słońca?
-Tak chętnie 
-W takim razie będę u ciebie za 15 minut
Szybko poszłam powiedzieć Mario gdzie się wybieram no i jeszcze musiałam się przebrać. Gdy już wszystko ogarnęłam akurat przyszedł Mortiz.
-Gotowa?
-Zawsze- uśmiechałam się 
Całą drogę na plaże szliśmy w milczeniu w sumie to na niej też żadne z nas się nie odezwało. Jednak w drodze powrotnej on chwycił mnie za ręke. Gdy mnie już odprowadził pod same drzwi zaczął się przybliżać że niemal czułam jego oddech. Moje serce zaczęło szybciej bić a on mnie pocałował to było niesamowite takie delikatne i namiętne miałam ochotę tak cały czas. Lecz on przerwał i powiedział
-Dobranoc kochana 
-Dobranoc- odpowiedziałam 
Weszłam do pokoju i rzuciłam się uradowana na łóżko chwile później 
zasnęłam


wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 11




Tydzień później


Wakacje!!! Jedziemy na Ibize. To znaczy nie wszyscy a mianowicie Ja, Mario, Mortiz, Mitchell, Robert, Kuba i Roman oczywiście leciały z nami dziewczyny piłkarzy tylko Mortiz i Mitchell byli bez osoby towarzyszącej. Marco w tym czasie miał rodzinną wycieczkę do Hiszpani szkoda że go nie ma z nami ale dzięki temu mam więcej czasu dla Leitnera.



**W samolocie

-Za chwile lecimy gotowa-spytał Mario
-Oczywiście-odparłam
W tym momencie podszedł do nas Mitchell
-Hej jak Mario nie ma nic przeciwko to Mortiz prosił żebym się dosiadł do ciebie a ty masz pójśc do niego-skierował swoje słowa do mnie
-Mario-spojrzałam na niego błagalnie-Proseeee
-Ehhh no dobrze idź tam
-Dziękuje dziękuje- i ruszyłam w stronę mojego wybranka
-Jesteś-przywitał mnie uśmiechem-myślałem że brat cię nie puści
-On nie jest taki zły-zaśmiałam się i usiadłam obok
-Jeśli jesteś śpiąca to oprzyj głowę i śpij
-Dziękuje. Tak jak kazał zrobiłam zasnęłam sobie smacznie
Śniło mi się że biegam z Mortizem po plaży i jesteśmy tacy szczęśliwi ale coś chce mi popsuc to szczęście. Niestety nie dowiaduje się co gdyż budzi mnie słodki głos
-Katrin!Jesteśmy na wyspie
-Mortiz? A tak już wstaje
Wzięliśmy wszyscy bagaże i udaliśmy się do hotelu który był niesamowicie cudowny

Nie mogłam nic powiedzieć z wrażenia zrobił to za mnie Mario
-Cudowny nie? Wiedziałem że ci się spodoba
-Yhym-tylko tyle potrafiłam powiedzieć
-Dobra koniec oglądanie z zewnątrz chodźcie do środka- Krzyknął Lewy
Już się bałam zobaczyć jak tam jest cudownie i miałam racje

-Już się tak nie zachwycaj-stwierdził Kuba
-Ale tu jest pięknie-odparłam
-Ok słuchajcie-zaczął Mario-idziemy teraz do pokoi i rozpakujemy się tak za 15 min widzimy się tu
-No dobra-każdy się zgodził
Ja miałam pokój naturalnie z bratem a reszta z dziewczynami tylko tamci bez swojej drugiej połówki mieli razem
Szybko ruszyliśmy rozpakować to co potrzebne by ruszyć na plaże.
-Mario który pokój jest Mortiza?
-22 a co?
-Tak pomyślałam że wyjdę po niego skoro już jestem gotowa
-No dobra idź zaraz będę


-A więc wszystko jasne-usłyszałam głos Mitchella
-Tak trzymamy się planu-odpowiedział Mortiz 
-Tylko nic nie spieprz tak jak ostatnio 
-Spokojnie a teraz się pośpiesz bo nic nie wypali

Ciekawe o co chodziło? no cóż zapukam do nich
-Katrin?-otworzył mi zdziwiony Leitner-Co ty tu robisz?
-Pomyślałam że wyjdę po ciebie-odparłam
-Aaa no dobra już idę-odpowiedział szybko-Słyszałaś coś jak rozmawiałem
-Nie-skłamałam
-Ok to dobrze-uśmiechnął się-Idziemy?
-No pewnie już czekają
-Mitchell chodź
-Już idę usłyszeliśmy
Gdy zeszliśmy na dół faktycznie wszyscy już na nas czekali. Niestety mnie ciągle interesował ten plan o którym nikt się nie mógł dowiedzieć nawet ja.
Plaża.Słońce. Piękna wyspa. Oczywiście po drodze nie odbyło się jakby moi chłopcy nie musieli rozdawać autografów.Nagle usłyszałam znajomy głos odwróciłam głowę i ich zobaczyłam. Nie to nie może być prawda oni tutaj?
-Katrin wszystko dobrze jesteś blada-powiedział Mario
-Oni...Oni...To....



________________________________________________________________________________


Długo musieliście czekać ktoś wogóle czyta tego bloga jak tak to proszę o komentarze

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 10




     Wembley.Piękny stadion, chodź do meczu jeszcze trochę czasu zostało razem z Mario przyszliśmy wcześniej. Na trybunach siedziało wiele tysięcy żółto-czarnych serc śpiewających radośnie "Heja BVB", aż można było się wzruszyć ze szczęścia.







*kilka minut później

Zaczęło się początek był niesamowity ta oprawa to coś pięknego następnie zawodnicy i hymn ligi mistrzów w końcu pierwszy gwizdek sędziego.Już od pierwszych minut nasi pokazywali na co ich stać lecz pierwsza połowa skończyła się bezbramkowo. Gdy rozpoczęła się druga połowa obie drużyny chciały strzelić bramkę, lecz to Bayern zaczął......prowadzić. To był szok dla wszystkich fanów, ale my wiemy że nasi zawsze grają i walczą o piłkę do końca tak więc nie traciliśmy nadziei. I tak nagły zwrot akcji faul na Marco aż Mario się przeraził o kolegę na szczęście to nic poważnego. Rzut karny wykorzystał Ilkay i znów na trybuny wróciła radość i nadzieja że wygramy ten mecz. Jednak los zdecydował inaczej w 89 minucie Robenn trafił w naszą siatkę. Wszędzie było słychać płacz a Mario z szoku nic nie mówił. Końcowy gwizdek i radość przeciwników nasi chłopacy położyli się na murawę i płakali jak dzieci sama nie mogłam ukryć łez zwłaszcza po tym jak zobaczyłam płaczącego Łukasza Marco i Roberta to bolało gdzieś w sercu. Kibice zaczęli śpiewać "I tak jesteście mistrzami Borussia jesteście mistrzami".Trzeba być dumnym piłkarzem z takich kibiców lecz dziś pszczółki tylko płakały.




*godzinę po meczu

-Mario dalej-krzyknęłam
-Już idę daj się ubrać
Po meczu każda drużyna miała bankiet w restauracji chłopacy nie chcieli iśc ale nie mieli wyjścia, ja z Mario również się tam wybierałam. Gdy przyjechaliśmy pod restauracje cała drużyna już była tak więc razem weszliśmy do środka. Tam postanowiłam że podejdę do Marco gdyż wydawał się smutny
-Marco-powiedziałam-Jak się czujesz?
-Źle. Mogliśmy to wygrać-stwierdził i się rozpłakał
-Nie płacz-powiedziałam i go przytuliłam
-Dziękuje ci
-Za co?
-Za to że tu jesteś
-Daj spokój
-Chodź zatańczymy
-Dobrze-odparłam
 Po wspaniałym tańcu z Marco postanowiłam poszukać Mortiza lecz nigdzie go nie było. Od zalanego już Roberta dowiedziałam się że poszedł do hotelu. no cóż innym razem pogadamy.Wróciłam do stołu i przyglądałam się drużynie. Wszyscy wraz z trenerem byli zdołowanie i starali się zatopic smutki w alkoholu i chyba im się to udało.











*Niedziela


Ciekawe.Hmmm.Jak ja znalazłam się w hotelu?Dużo przecież nie wypiłam może to Mario mnie przywiózł
-Mario! Mario!
-Nie krzycz Katrin błagam
-Przepraszam. Ty mnie przywiozłeś do hotelu?
-Nie , ja nic z wczoraj nie pamiętam
-Mniejsza z tym-stwierdziłam-ważne że obudziłam się u siebie w łóżku a nie gdzieś indziej
-No racja-zaśmiał się Mario
-Z czego radość lepiej się ubierz na śniadanie
-Dobrze
Po piętnastu minutach zrzedliśmy do hotelowego bufetu na śniadanie po nim poszliśmy się pakować i udaliśmy się na lotnisko. W Dortmundzie znów musieliśmy czekać na reszte żeby Mario mógł razem z nimi wejść na stadion przywitać kibiców.O 15 samolot BVB wylądował a z niego wyszli smutni piłkarze. Nie wiedziałam jak ich pocieszyć zwłaszcza Marco nie lubię jak się smuci. Leitner chyba się nie przejął to sytuacją pewnie dlatego że nie grał.Wszyscy ruszyliśmy na stadion przywitać kibiców



_________________________________________________________________________________

Trochę trzeba było czekać ale jednak jest kolejny rozdział komentujcie