wtorek, 2 lipca 2013
Rozdział 13
Obudziły mnie promienie słoneczne. Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 9 postanowiłam że się zacznę szykować dziś miałam cały dzień spędzić z Moritzem. Czułam się taka szczęśliwa Gdy wychodziłam z łazienki na tapczanie siedział Mario
-Jak tam wczorajszy wieczór?
-Było cudownie
-Co dziś robisz?
-Eeee umówiłam się z Moritzem
-Ok nie widzę sprzeciwu. Ja z całą reszta wybieramy się dziś do klubu na imprezę szkoda że cię nie będzie
-No pewnie szkoda
-Dobra zmykaj już do swojego Romeo
Uradowana że Mario nie ma nic przeciwko spotkaniu wyszłam z pokoju po drodze jednak spotkałam Agatę Anie i Lise
-Katrin a ty gdzie pędzisz taka uradowana?-spytała Ania
-Umówiłam się z Moritzem
-Ty lepiej na niego uważaj-ostrzegła mnie Lisa
-O co wam wszystkim chodzi?-krzyknęłam
-My po prostu się o ciebie martwimy-odpowiedziała mi Agata
-Może będzie lepiej jak jej powiemy-spytała Ania
-Co mi powiecie?
-Jak przechodziłyśmy koło pokoju Moritza i Mitchella słyszałyśmy ich rozmowę-odparła Lisa
-No i co w niej było
-Mają jakieś złe zamiary wobec ciebie-stwierdziła Ania
-Słyszałyście dokładnie moje imię?
-No nie-odpowiedziały wszystkie
-No właśnie więc się nie wtrącajcie
Dziewczyny coś jeszcze do mnie krzyczały ale ja już ich nie słuchałam. Jak one mogły myślałam że chcą bym była szczęśliwa ale nie. Starałam się opanować łzy i mi się udało nie chciałam by mnie o cokolwiek pytał
-No cześć piękna-czekał już na mnie przed pokojem
-Cześć
-Gotowa na dobrą zabawę?
-Myślę że tak-uśmiechnęłam się
Pierwsze co zrobiliśmy to udaliśmy się na plaże udało mu się nawet zaciągnąć mnie do wody co powiem było trudnym wyczynem. Następnie poszliśmy na lody dla mnie truskawkowe dla niego wiśniowe. Na molo odbywał się kurs tańca więc postanowiłam że to ja go do czegoś teraz zmuszę i tak oto przez godzinę robiliśmy z siebie pośmiewisko bo żadne z nas nie umiało tańczyć. Ten dzień minął mi bardzo miło ale jeszcze się nie skończył dopiero nastał wieczór.
-Gotowa na największą atrakcje dzisiejszego dnia?-spytał Moritz
-To jeszcze nie koniec?-byłam zdziwiona
-Nie mój skarbie-po czym mnie pocałował
Uwielbiałam smak jego ust te ciepło i tą trosk. Nagle jednak moją sielankę przerwała ręka Moritza pod moją bluzką
-Co ty robisz?
-Katrin skarbie nie daj się prosić- mówił podnieconym głosem
-Wiesz że tego nie chce
-Dobra jak wolisz-zrobił się agresywny-nie chcesz po dobroci będzie na siłę
Moritz wziął mnie na ręce i zaczął prowadzić do jakiegoś samochodu
-Puść mnie!No puść
-Siedź cicho jak będziesz grzeczna będzie mniej bolało
Po czym chyba uderzył mnie czymś w głowę bo przed oczami zrobiło mi się ciemno
****
Obudziłam się bodajże w jakiejś piwnicy. Głowa mnie strasznie bolała nie wiedziałam co robic
-Halo jest tu kto?
-Patrzcie kto się ocknął-powiedział Mitchell
-Jak dobrze że jesteś pomóż mi
-Pomóc ci?
I wtedy zrozumiałam on współpracuje z Moritzem który właśnie wszedł do pomieszczenia
-Jak mogłeś mi to zrobić?
-Maleńka ja ci jeszcze nic nie zrobiłem. Czekaliśmy aż się obudzisz
-Ale co?
Mitchell złapał mnie za ręce a Moritz zaczął rozbierać mnie z wszystkich rzeczy
-Nie błagam nie rób mi tego
-Nie szarp się wtedy mniej boli
Wtedy zaczął mnie gwałcić ból jaki przechodzi moje ciało był potworny. Krzyczałam. Płakałam. Ale on nie przestawał. Przez łzy widziałam jaką mu to rozkosz sprawia szkoda tylko że jemu. Kiedy przestał poczułam ulgę cieszyłam się że to koniec koszmaru. Myliłam się jego przyjaciel też postanowił mnie zgwałcić. I znów tan sam ból na nowo chciałam umrzeć oddała bym wszystko by się jakoś wydostać z tego koszmaru. W końcu i on przestał obaj śmiali się na zmianę
-Dlaczego?-udało mi się powiedzieć
-Ponieważ nie lubimy twojego blondynka-odparł Mitchell
A więc zgwałcili mnie dlatego że Marco mnie lubił. Byłam głupia że nie zauważyłam tak wspaniałego chłopaka jak Marco tylko widziałam tego palanta.
-Koniec tej zabawy trzeba wracać do hotelu-stwierdzili chłopacy
-Wstawaj-powiedział Moritz
-Pamiętaj jak komuś coś powiesz to będziesz miała kłopoty ty i jeszcze Marco-wysyczał Mitchell
To co mi kazał zrobiłam wstałam i udałam się do samochodu przed wyjazdem kazali mi się ogarnąć by nikt nic nie podejrzewał. Można uznać że wyglądałam jak człowiek. Odprowadzili mnie pod drzwi po czym odeszli. Wyjęłam klucz i gdy miałam już wchodzić do pokoju ktoś się odezwał....
_________________________________________________________________________________
No i jest 12 rozdział
Trochę zrobiłam złych chłopaków ale co tam:)
piątek, 28 czerwca 2013
Rozdział 12
-Katrin wszystko dobrze jesteś blada-powiedział Mario
-Oni...Oni...To....
-No powiedz wreście kto to-odparł
-To moi rodzice
-Rodzice???
-No wiesz ci którzy mnie wychowali
-Katrin?-usłyszałam głos matki
-Witaj mamo
-Jak mogłaś nam to zrobić i uciec?
-Wiesz przez co przechodziliśmy-dołączył się do ojciec
-Przepraszam musiałam odejść
-Do kogo przecież nie masz rodziny
-O nie-wtrącił się Mario-Ona ma mnie
-A ty to kto-spytał ojciec
-Jestem jej bratem
-Ja cię kojarzę-powiedziała mama- jesteś jednym z tych piłkarzy za którymi szaleje Katrin
-Owszem jestem piłkarzem
-Wiesz jaki wstyd teraz ponosimy w naszym mieście?Teraz ludzie nigdzie nas nie zapraszają-Żaliła się mama
-Trzeba było pozwolić mi robić to co kocham-krzyknęłam
-Aaa grac w tą durną piłkę -odparł ojciec
-Wypraszam sobie obrażania mojego zawodu!!!
-Jeszcze pożałujesz że się od nas odwróciłaś zobaczysz-powiedział ojciec po czym odeszli
Nie wytrzymałam łzy zaczęły lecieć po moich polikach Mario gdy to zauważył przytulił mnie i nic nie mówił. Zauważyłam że nigdzie nie ma Mortiza pewnie podczas mojej kłótni poszedł gdzieś z resztą gdyż ich też nie było w pobliżu
-Chodź poszukamy chłopaków-przerwał cisze Mario
-Dobrze-powiedziałam ocierając łzy
Długo ich nie szukaliśmy. Może zajęło by nam to więcej czasu ale nakierowała nas rozmowa dwóch kobiet o tym jak jakiś mężczyzna biega z kąpielówkami na głowie i krzyczy że potwór go je. Razem z Mario wiedzieliśmy że to Lewy. I się nie myliliśmy
-AAAAAA zabierzcie go ja chce mieć głowę-krzyczał- jak będe bramki bez niej strzelał
-Czy znajdzie się śmiałek który stawi czoło zagrożeniu i uratuje mego przyjaciela-błagał ludzi Kuba
-Patrz-powiedziałam do Mario
-Ale co...
-Nie bój się Jakubie. Bo oto ja przybywam z daleka by uratować twego towarzysza
-O jak dobrze że przybyłaś błagam ratuj go
-Już się robi ale gdzie mój miecz?
-Tu jest-krzyknął Romek po czym podał mi jakiś kij
Podbiegłam do Roberta i zaczęłam go lekko bić po głowie krzycząc
-A masz ty wstrętny potworze idź jeść głowę kogoś innego
-Ałł-stękał Lewy
Po może dwóch minutach walki udało mi się zdjąć potwora z głowy Roberta. Wszyscy zaczęli mi bić brawa a Robert krzyczał
-Niech żyje Katrin moja wybawicielka- Do niego przyłączyła się cała reszta chłopaków oraz dziewczyny
Wyszliśmy z plaży w całkiem fajnych humorach. Dzięki naszym wygłupom zapomniałam o spotkaniu które było na samym początku. Doszliśmy do hotelu i udaliśmy się na kolacje po niej każdy miał czas dla siebie
-Dziś nie mieliśmy czasu porozmawiać-powiedział Mortiz
-Tak wybacz
-Może chciała byś pójść ze mną obejrzeć zachód słońca?
-Tak chętnie
-W takim razie będę u ciebie za 15 minut
Szybko poszłam powiedzieć Mario gdzie się wybieram no i jeszcze musiałam się przebrać. Gdy już wszystko ogarnęłam akurat przyszedł Mortiz.
-Gotowa?
-Zawsze- uśmiechałam się
Całą drogę na plaże szliśmy w milczeniu w sumie to na niej też żadne z nas się nie odezwało. Jednak w drodze powrotnej on chwycił mnie za ręke. Gdy mnie już odprowadził pod same drzwi zaczął się przybliżać że niemal czułam jego oddech. Moje serce zaczęło szybciej bić a on mnie pocałował to było niesamowite takie delikatne i namiętne miałam ochotę tak cały czas. Lecz on przerwał i powiedział
-Dobranoc kochana
-Dobranoc- odpowiedziałam
Weszłam do pokoju i rzuciłam się uradowana na łóżko chwile później
zasnęłam
-Wiesz przez co przechodziliśmy-dołączył się do ojciec-Przepraszam musiałam odejść-Do kogo przecież nie masz rodziny-O nie-wtrącił się Mario-Ona ma mnie-A ty to kto-spytał ojciec-Jestem jej bratem-Ja cię kojarzę-powiedziała mama- jesteś jednym z tych piłkarzy za którymi szaleje Katrin-Owszem jestem piłkarzem-Wiesz jaki wstyd teraz ponosimy w naszym mieście?Teraz ludzie nigdzie nas nie zapraszają-Żaliła się mama-Trzeba było pozwolić mi robić to co kocham-krzyknęłam -Aaa grac w tą durną piłkę -odparł ojciec-Wypraszam sobie obrażania mojego zawodu!!!-Jeszcze pożałujesz że się od nas odwróciłaś zobaczysz-powiedział ojciec po czym odeszliNie wytrzymałam łzy zaczęły lecieć po moich polikach Mario gdy to zauważył przytulił mnie i nic nie mówił. Zauważyłam że nigdzie nie ma Mortiza pewnie podczas mojej kłótni poszedł gdzieś z resztą gdyż ich też nie było w pobliżu-Chodź poszukamy chłopaków-przerwał cisze Mario-Dobrze-powiedziałam ocierając łzyDługo ich nie szukaliśmy. Może zajęło by nam to więcej czasu ale nakierowała nas rozmowa dwóch kobiet o tym jak jakiś mężczyzna biega z kąpielówkami na głowie i krzyczy że potwór go je. Razem z Mario wiedzieliśmy że to Lewy. I się nie myliliśmy-AAAAAA zabierzcie go ja chce mieć głowę-krzyczał- jak będe bramki bez niej strzelał-Czy znajdzie się śmiałek który stawi czoło zagrożeniu i uratuje mego przyjaciela-błagał ludzi Kuba
-Patrz-powiedziałam do Mario-Ale co...-Nie bój się Jakubie. Bo oto ja przybywam z daleka by uratować twego towarzysza-O jak dobrze że przybyłaś błagam ratuj go-Już się robi ale gdzie mój miecz?-Tu jest-krzyknął Romek po czym podał mi jakiś kijPodbiegłam do Roberta i zaczęłam go lekko bić po głowie krzycząc-A masz ty wstrętny potworze idź jeść głowę kogoś innego
-Ałł-stękał LewyPo może dwóch minutach walki udało mi się zdjąć potwora z głowy Roberta. Wszyscy zaczęli mi bić brawa a Robert krzyczał-Niech żyje Katrin moja wybawicielka- Do niego przyłączyła się cała reszta chłopaków oraz dziewczynyWyszliśmy z plaży w całkiem fajnych humorach. Dzięki naszym wygłupom zapomniałam o spotkaniu które było na samym początku. Doszliśmy do hotelu i udaliśmy się na kolacje po niej każdy miał czas dla siebie-Dziś nie mieliśmy czasu porozmawiać-powiedział Mortiz
-Tak wybacz
-Może chciała byś pójść ze mną obejrzeć zachód słońca?
-Tak chętnie
-W takim razie będę u ciebie za 15 minut
Szybko poszłam powiedzieć Mario gdzie się wybieram no i jeszcze musiałam się przebrać. Gdy już wszystko ogarnęłam akurat przyszedł Mortiz.
-Gotowa?
-Zawsze- uśmiechałam się
Całą drogę na plaże szliśmy w milczeniu w sumie to na niej też żadne z nas się nie odezwało. Jednak w drodze powrotnej on chwycił mnie za ręke. Gdy mnie już odprowadził pod same drzwi zaczął się przybliżać że niemal czułam jego oddech. Moje serce zaczęło szybciej bić a on mnie pocałował to było niesamowite takie delikatne i namiętne miałam ochotę tak cały czas. Lecz on przerwał i powiedział
-Dobranoc kochana
-Dobranoc- odpowiedziałam
Weszłam do pokoju i rzuciłam się uradowana na łóżko chwile później
zasnęłam
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdział 11
Tydzień później
Wakacje!!! Jedziemy na Ibize. To znaczy nie wszyscy a mianowicie Ja, Mario, Mortiz, Mitchell, Robert, Kuba i Roman oczywiście leciały z nami dziewczyny piłkarzy tylko Mortiz i Mitchell byli bez osoby towarzyszącej. Marco w tym czasie miał rodzinną wycieczkę do Hiszpani szkoda że go nie ma z nami ale dzięki temu mam więcej czasu dla Leitnera.
**W samolocie
-Za chwile lecimy gotowa-spytał Mario
-Oczywiście-odparłam
W tym momencie podszedł do nas Mitchell
-Hej jak Mario nie ma nic przeciwko to Mortiz prosił żebym się dosiadł do ciebie a ty masz pójśc do niego-skierował swoje słowa do mnie
-Mario-spojrzałam na niego błagalnie-Proseeee
-Ehhh no dobrze idź tam
-Dziękuje dziękuje- i ruszyłam w stronę mojego wybranka
-Jesteś-przywitał mnie uśmiechem-myślałem że brat cię nie puści
-On nie jest taki zły-zaśmiałam się i usiadłam obok
-Jeśli jesteś śpiąca to oprzyj głowę i śpij
-Dziękuje. Tak jak kazał zrobiłam zasnęłam sobie smacznie
Śniło mi się że biegam z Mortizem po plaży i jesteśmy tacy szczęśliwi ale coś chce mi popsuc to szczęście. Niestety nie dowiaduje się co gdyż budzi mnie słodki głos
-Katrin!Jesteśmy na wyspie
-Mortiz? A tak już wstaje
Wzięliśmy wszyscy bagaże i udaliśmy się do hotelu który był niesamowicie cudowny
Nie mogłam nic powiedzieć z wrażenia zrobił to za mnie Mario
-Cudowny nie? Wiedziałem że ci się spodoba
-Yhym-tylko tyle potrafiłam powiedzieć
-Dobra koniec oglądanie z zewnątrz chodźcie do środka- Krzyknął Lewy
Już się bałam zobaczyć jak tam jest cudownie i miałam racje
-Już się tak nie zachwycaj-stwierdził Kuba
-Ale tu jest pięknie-odparłam
-Ok słuchajcie-zaczął Mario-idziemy teraz do pokoi i rozpakujemy się tak za 15 min widzimy się tu
-No dobra-każdy się zgodził
Ja miałam pokój naturalnie z bratem a reszta z dziewczynami tylko tamci bez swojej drugiej połówki mieli razem
Szybko ruszyliśmy rozpakować to co potrzebne by ruszyć na plaże.
-Mario który pokój jest Mortiza?
-22 a co?
-Tak pomyślałam że wyjdę po niego skoro już jestem gotowa
-No dobra idź zaraz będę
-A więc wszystko jasne-usłyszałam głos Mitchella
-Tak trzymamy się planu-odpowiedział Mortiz
-Tylko nic nie spieprz tak jak ostatnio
-Spokojnie a teraz się pośpiesz bo nic nie wypali
Ciekawe o co chodziło? no cóż zapukam do nich
-Katrin?-otworzył mi zdziwiony Leitner-Co ty tu robisz?
-Pomyślałam że wyjdę po ciebie-odparłam
-Aaa no dobra już idę-odpowiedział szybko-Słyszałaś coś jak rozmawiałem
-Nie-skłamałam
-Ok to dobrze-uśmiechnął się-Idziemy?
-No pewnie już czekają
-Mitchell chodź
-Już idę usłyszeliśmy
Gdy zeszliśmy na dół faktycznie wszyscy już na nas czekali. Niestety mnie ciągle interesował ten plan o którym nikt się nie mógł dowiedzieć nawet ja.
Plaża.Słońce. Piękna wyspa. Oczywiście po drodze nie odbyło się jakby moi chłopcy nie musieli rozdawać autografów.Nagle usłyszałam znajomy głos odwróciłam głowę i ich zobaczyłam. Nie to nie może być prawda oni tutaj?
-Katrin wszystko dobrze jesteś blada-powiedział Mario
-Oni...Oni...To....
________________________________________________________________________________
Długo musieliście czekać ktoś wogóle czyta tego bloga jak tak to proszę o komentarze
sobota, 1 czerwca 2013
Rozdział 10
Wembley.Piękny stadion, chodź do meczu jeszcze trochę czasu zostało razem z Mario przyszliśmy wcześniej. Na trybunach siedziało wiele tysięcy żółto-czarnych serc śpiewających radośnie "Heja BVB", aż można było się wzruszyć ze szczęścia.
*kilka minut później
Zaczęło się początek był niesamowity ta oprawa to coś pięknego następnie zawodnicy i hymn ligi mistrzów w końcu pierwszy gwizdek sędziego.Już od pierwszych minut nasi pokazywali na co ich stać lecz pierwsza połowa skończyła się bezbramkowo. Gdy rozpoczęła się druga połowa obie drużyny chciały strzelić bramkę, lecz to Bayern zaczął......prowadzić. To był szok dla wszystkich fanów, ale my wiemy że nasi zawsze grają i walczą o piłkę do końca tak więc nie traciliśmy nadziei. I tak nagły zwrot akcji faul na Marco aż Mario się przeraził o kolegę na szczęście to nic poważnego. Rzut karny wykorzystał Ilkay i znów na trybuny wróciła radość i nadzieja że wygramy ten mecz. Jednak los zdecydował inaczej w 89 minucie Robenn trafił w naszą siatkę. Wszędzie było słychać płacz a Mario z szoku nic nie mówił. Końcowy gwizdek i radość przeciwników nasi chłopacy położyli się na murawę i płakali jak dzieci sama nie mogłam ukryć łez zwłaszcza po tym jak zobaczyłam płaczącego Łukasza Marco i Roberta to bolało gdzieś w sercu. Kibice zaczęli śpiewać "I tak jesteście mistrzami Borussia jesteście mistrzami".Trzeba być dumnym piłkarzem z takich kibiców lecz dziś pszczółki tylko płakały.
*godzinę po meczu
-Mario dalej-krzyknęłam
-Już idę daj się ubrać
Po meczu każda drużyna miała bankiet w restauracji chłopacy nie chcieli iśc ale nie mieli wyjścia, ja z Mario również się tam wybierałam. Gdy przyjechaliśmy pod restauracje cała drużyna już była tak więc razem weszliśmy do środka. Tam postanowiłam że podejdę do Marco gdyż wydawał się smutny
-Marco-powiedziałam-Jak się czujesz?
-Źle. Mogliśmy to wygrać-stwierdził i się rozpłakał
-Nie płacz-powiedziałam i go przytuliłam
-Dziękuje ci
-Za co?
-Za to że tu jesteś
-Daj spokój
-Chodź zatańczymy
-Dobrze-odparłam
Po wspaniałym tańcu z Marco postanowiłam poszukać Mortiza lecz nigdzie go nie było. Od zalanego już Roberta dowiedziałam się że poszedł do hotelu. no cóż innym razem pogadamy.Wróciłam do stołu i przyglądałam się drużynie. Wszyscy wraz z trenerem byli zdołowanie i starali się zatopic smutki w alkoholu i chyba im się to udało.
*Niedziela
Ciekawe.Hmmm.Jak ja znalazłam się w hotelu?Dużo przecież nie wypiłam może to Mario mnie przywiózł
-Mario! Mario!
-Nie krzycz Katrin błagam
-Przepraszam. Ty mnie przywiozłeś do hotelu?
-Nie , ja nic z wczoraj nie pamiętam
-Mniejsza z tym-stwierdziłam-ważne że obudziłam się u siebie w łóżku a nie gdzieś indziej
-No racja-zaśmiał się Mario
-Z czego radość lepiej się ubierz na śniadanie
-Dobrze
Po piętnastu minutach zrzedliśmy do hotelowego bufetu na śniadanie po nim poszliśmy się pakować i udaliśmy się na lotnisko. W Dortmundzie znów musieliśmy czekać na reszte żeby Mario mógł razem z nimi wejść na stadion przywitać kibiców.O 15 samolot BVB wylądował a z niego wyszli smutni piłkarze. Nie wiedziałam jak ich pocieszyć zwłaszcza Marco nie lubię jak się smuci. Leitner chyba się nie przejął to sytuacją pewnie dlatego że nie grał.Wszyscy ruszyliśmy na stadion przywitać kibiców
_________________________________________________________________________________
Trochę trzeba było czekać ale jednak jest kolejny rozdział komentujcie
niedziela, 26 maja 2013
Przeprosiny
Chce was bardzo przeprosić. Chciała bym dodać kolejny rozdział ale jakoś nie moge po meczu. Oczywiście gdy ochłone i będę mogła opisać cała tą sytuacje na Wembley (niestety musze dodać taki rozdział) dodam nowy post. Mam nadzieje że będziecie czekać i mi wybaczycie pozdrawiam Angela
Dla was smutny Marco
sobota, 25 maja 2013
Rozdział 9
Zanim ruszyliśmy na lotnisko podjechałam jeszcze z Mario do domu po kilka drobiazgów. Po pół godzinie znaleźliśmy się już w samolocie.
Lot miała trwać około godziny może trochę więcej. Postanowiłam więc że się prześpię Mario chyba wpadł na ten sam pomysł gdyż zaraz po wystartowaniu zasnął.
Nie było tak źle kiedy lecieliśmy parę turbulencji ale poza tym wszystko dobrze. Chodź przylecieliśmy z Mario nieco wcześniej niż reszta zespołu na lotnisku było już pełno kibiców BVB. Gdy wyszliśmy z samolotu ludzie zaczęli wygwizdywać mojego brata, ale nie wszyscy. Znaleźli się na szczęście prawdziwi kibice którzy podchodzili prosili o autograf czy wspólne zdjęcie a on nie odmawiał. Jakie było moje zaskoczenie gdy pare osób do mnie podeszło i mówiło mi że ja to mam szczęście mieć takiego brata.
Razem z Mario czekałam aż dołączą do nas chłopacy. O godzinie 15 wielki samolot BVB wylądował w Londynie. Radości kibiców nie da się opisać każdy chciał od jakiegoś piłkarza autograf. Zrozumiałam że teraz też nie dam rady porozmawiać z Leitnerem czy też Reusem. Po ponad pół godzinie wszyscy udali się do hotelu później mieli konferencje prasową i trening na Wembley
*SOBOTA
Całą noc nie spałam Mario w sumie też nie wiem jak reszta drużyny ale oni muszą być wypoczęci więc chyba spali. Po śniadaniu chłopaków czeka jeszcze krótki trening a o 20.45 sędzia rozpocznie mecz mojego i ich życia.
_________________________________________________________________________________
Wiem trochę krótki ale nie chce opisywać meczu którego jeszcze nie było. Ja całą noc nie spałam i chodze strasznie zdenerwowana jeszcze 6 godzin i 30 minut do finałuuuuu
piątek, 24 maja 2013
Rozdział 8
-Katrin wstawaj-wleciał do mojego pokoju Mario
-Co? Pali się?-powiedziałam ziewając
-Nie ale jest ósma i jak chcesz iść ze mną na stadion i się pożegnać z chłopakami miło by było jakbyś się pośpieszyła!
-O rzesz już się szykuje
Szybko wyparowałam z łóżka i ruszyłam do łazienki.Jak mogłam zaspać całe życie czekałam na dzień w którym będę na treningu Borussen . Gdy nieco się ogarnęłam zeszłam na dół
-Masz kanapki-powiedział Mario
-O dzięki-odparłam po czym wzięłam się za jedzenie
Gdy wszystko ogarnęłam pojechaliśmy z Mario na stadion.Szczerze trochę się bałam ale co raz się żyje
Mario poszedł do szatni a ja zostałam na trybunach nagle podszedł do mnie sam trener
-Witam ty jesteś pewnie Katrin siostra Mario?
-Tak oczywiście-uśmiecham się
-I jak ci się podoba stadion i Dortmund ogólnie?
-Jest niesamowicie zawsze chciałam tu być
-Widze że lubisz piłkę heh
-Lubie?Ja ją kocham
-Eh szkoda tylko że Mario dopiero teraz cię odnalazł
-Dlaczego?
-Bo ty na pewno nie pozwoliła byś mu odejść z Dortmundu
-Trzymała bym go jeśli było by to potrzebne
W tej chwili na murawę wybiegli chłopacy, pożegnałam się więc z trenerem . Wzrok mój i Marco spotkał się na chwile a przez moje ciało przeleciała fala ciepła. Coś jednak złapało mnie od tyłu to był Mortiz. Zauważyłam jeszcze jak Marco odchodzi ze smutną miną w kierunku Mario
-Witaj
-No cześć co się z tobą działo?-spytałam
-A nic wiesz treningi i takie tam , chciałem cię przeprosić za ta imprezę nie pamiętam co się na niej działo Mitchell mi powiedział że wyszedłem z tobą a wróciłem sam mam nadzieje że nic głupiego nie zrobiłem
-Nie skąd-skłamałam zresztą nic nie pamiętał
-Leitner-krzyknął trener- mamy wygrać finał więc się nie obijaj
*oczami Marco
Nasze wzroki się spotkały jej oczy były takie cudowne. Chciałem do niej podejść i zagadać lecz wyprzedził mnie ten laluś Leitner odwróciłem się tylko i smutny poszedłem w stronę mojego najlepszego kumpla który był strasznie podobny do swojej siostry co mnie jeszcze bardziej zdołowało
-Ej Marco co tobie-Spytał Mario obejmując mnie
-A nic- spojrzałem w strone Katrin
-Chyba już wszystko czaje ty lubisz moją siostrę a ona tego Leitnera
-Mario aleś ty bystry
-Weź się nie załamuj w końcu zrozumie że jest on skończonym dupkiem
-Ja to wiem ty to wiesz ale nie chce żeby on ją skrzywdził rozumiesz
-Rozumiem i też nie pozwolę by jej coś się stało
Dobrze że miałem przy sobie Mario zawsze umiał pocieszyć ale to niedługo miało się zmienić przecież on wyjeżdża.Ciekawe co zrobi Katrin pojedzie z nim czy może zostanie?już miałem go o to zapytać lecz przerwał mi krzyk trenera który wyzywał Leitnera i dobrze mu tak pomyślałem i zaczełem cwiczyc z chłopakami
*Katrin
Gdy Mortiz odszedł ja usiadłam na trybunach i zaczęłam oglądać trening. chłopacy byli w dobrych humorach chodź było po nich widać trochę zdenerwowania trochę strachu przed jutrem. Marco parę razy patrzył w moją stronę za co był wyzywany od trenera że ma się skopić tak jak reszta a zwłaszcza tak jak Leitner który już ani razu na mnie nie spojrzał. Mario niestety nie ćwiczył z kolegami tylko gdzieś z boku wykonywał lekkie ćwiczenia. Wszyscy po 2 godzinach zaczęli zbierać się do szatni gdyż mieli wyjazd za pół godziny a ja z Mario w sumie też jakoś dojechać musimy. Gdy wszyscy wyszli zaczęłam się z każdym po kolei żegnać w końcu nadeszła kolej na Marco
-Do zobaczenia na Wembley-powiedział
-Oczywiście
-Gdy strzele gola będzie on dla ciebie-powiedział po czym odszedł zanim zdążyłam coś odpowiedzieć.
Nigdzie nie mogłam znaleśc Mortiza by się z nim pożegnać
-Katrin musimy już jechać-stwierdził Mario
-Jeszcze chwile
-Naprawdę nie ma czasu zobaczysz się z nim w Londynie teraz pewnie jest w domu
-No dobrze-odparłam-jedźmy
I tak oto ruszyłam z moim starszym bratem do Londynu odebrać (mam nadzieję) zwycięstwo
_________________________________________________________________________________
No i jak kochani? Podoba się?
Miejmy nadziaje jak Katrin że jadą po zwycięstwo aaaa to już jutro
KOMENTUJCIE:)
czwartek, 23 maja 2013
Rozdział 7
W moją stronę biegł Marco. O Boże jak on mnie zobaczy tu taką to co sobie pomyśli?
-Katrin-spytał-co ty tu robisz o 4 rano?
-Dobre pytanie
-Zawsze o tej biegam
-O to fajnie
-Odpowiesz mi na pytanie?
No cóż nie miałam wyjścia chodź szczerze nie miałam ochoty gadać. Opowiedziałam mu jednak co działo się w klubie . Ominęłam jednak to wydarzenie które zaszło za budynkiem,powiedziałam że wyszłam na spacer i się zgubiłam a Mario jeszcze jest na imprezie więc nie wiem co robić.
-Oj biedna ty-objął mnie Marco co mi się troszkę spodobało STOP twój jest Mortiz-odprowadze cię do domu
-Dobrze ale i tak nie mam klucza od mieszkania-odparłam
-Ale ja mam- uśmiechnął się blondyn
Do mojego i Mario domu było trochę daleko lecz przez całą drogę Marco gadał. On chyba nigdy nie milczała do tego był zabawny. W końcu stanęliśmy przed mieszkaniem a Marco mi je otworzył. No tak Mario jeszcze nie wrócił
-To ja pójdę-stwierdził Marco-zamknij się i odpocznij
-Dziękuje ci-powiedziałam i dałam mu całusa w polik
Zauważyłam jak chłopak się rumieni ale nic nie powiedziałam . Gdy wyszedł zamknęłam drzwi i ruszyłam do łazienki by wziąśc kąpiel następnie rzuciłam się na łóżko i szybko zapadłam w głęboki sen
Obudził mnie trzask drzwi. Pewnie Mario wrócił pomyślałam . Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 13.00 Głowa mnie strasznie bolała a o sobie dał znać kac tak więc zeszłam na dół do kuchni
-Katrin-krzyknął Mario-jak ja się o ciebie martwiłam
-O proszę to jakaś nowość-stwierdziłam-jakoś na imprezie niezbyt się mną interesowałeś. Cały czas tam byłeś? Co z resztą?
-Przepraszam cię za bardzo zaszalałem. Nie wiem o której stamtąd wyszedłem spałem z Kubą i Robertem u Łukasza a gdzie poszła tamta dwójka to nie wiem
-Tamta dwójka? To oni imion nie mają ?-byłam oburzona
-O co ci chodzi? A może któryś z nich ci się podoba? Założe się że Leitner
-Może podoba może nie nie interesuj się
-Siostro on nie jest dla ciebie
-Nie będziesz mi mówić z kim mam się spotykać-krzyczałam
-Dobrze już dobrze. Zmieniając temat jak wróciłaś do domu i skąd miałaś klucz?
-O 4 wyszłam z klubu myślałam że trafie pod dom ale się zgubiłam jednak Marco miał poranny bieg więc mnie odprowadził i otworzył dom.
-To dobrze. Nie dałem mu klucza przynajmniej na darmo
-No patrz- zaśmiałam się
-Idę jeszcze spać a ty rób co chcesz-powiedział Mario po czym poszedł na górę
Resztę dnia spędziłam na leczeniu kaca i oglądaniu TV. Myślałam że Mortiz się odezwie ale tak się nie stało pewnie jeszcze spał tak jak mój brat. Wieczorem obudziłam Mario na kolacje a później razem oglądaliśmy komedie o 22 poszliśmy spać gdyż Mario musiał stawić się na 9 na stadionie na trening.
Ostatnie 3 dni jakoś szybko mi minęły tak bardzo chciałam zobaczyć ich trening ale nie mogłam dopiero w piątek mogłam wejść na stadion a to jest dopiero jutro. Mario był smutny nie może zagrać na Wembley więc musimy jechać do Londynu sami bez chłopaków on jednak w nich wierzy jeszcze tylko dwa dni!
Szkoda tylko że nie rozmawiałam od czasu imprezy ani z Mortizem ani z Marco ale teraz nie wolno ich rozpraszać
_________________________________________________________________________________
No i jest 7
DWA dni ale się denerwuje kocham BVB
Jesteś-czytasz-komentujesz
POZDRAWIAM
środa, 22 maja 2013
Rozdział 6
W środku było niesamowicie pierwszy raz byłam w jakimkolwiek klubie. Wszyscy piłkarze już siedzieli przy ogromnym stole pijąc piwo
-Wreście jesteś-powiedział Mario-nie wiedziałem czy chcesz piwo więc zamówiłem ci drinka
-Dzięki-odparłam
Po 2 godzinach nasz wypad zaczął się rozkręcać. Kuba z Robertem szaleli na parkiecie Łukasz zasnął nam na stole Roman z Kevinem Sebastianem i Svenem poszli do domów a Mitchell z Mortizem wyszli porozmawiać. Tak więc przy stole zostałam ja i lekko podpity już Mario
-Katrin moja kochana siostro powiedz mi gdzie Marco?
-Nawet tu z nami nie wszedł-stwierdziłam-nic nie widziałeś?
-Nie, no cóż jego strata, a teraz bawmy się.
Po czym zaciągnął mnie na parkiet koło tańczących niezbyt w rytm muzyki polskich piłkarzy
*gdzieś na zewnątrz
-Ej stary a co się ciebie ta Katrin uczepiła?-spytał Mitchell
-Bo ja wiem chyba się we mnie zabujała
-No nieźle masz wielbicielkę
-Weź się odwal, ona mnie nie interesuje
-Czemu, przecież brzydka nie jest?
-Może i nie ale to nie typ dla mnie. Poza tym widziałeś jak Marco na nią patrzył?
-Tej widziałem chyba siostrzyczka Mario wpadła naszemu blondynowi w oko
-A niech sobie ją bierze
-Mortiz ja wpadłem na zajebisty pomysł
-No dawaj geniuszu
-Skoro nie lubimy blondynka a on się kocha w Katrin, żeby...
-Ej tu jesteście -nie wiadomo skąd wyleciał Robert-dalej bo leją się promile co chwile a was nie ma
-Już idziemy-powiedział naburmuszony Leitner-później dokończymy rozmowę
*z powrotem w środku
Cały czas tańczyłam z Mario i Kubą za to Robert gdzieś zniknął.Nagle zauważyłam że przyszedł a razem z nim Mortiz i Mitchell. Postanowiłam że podejdę do nich i może wyciągnę Leitnera na parkiet
-Patrz idzie Katrin-stwierdził Mitchell-postaraj się żeby się w tobie zakochała na zabój
-Ale po co?
-Zaufaj mi to cześć mojego pomysłu
-Hej chłopaki-powiedziałam
-Chcesz może drinka-spytał Mortiz
-Nie dziękuje
-No nie daj się prosić
-Ohh no dobrze ale ty za to pójdziesz ze mną zatańczyć
-Dobrze piękna
Czy on powiedział piękna?Tak powiedział dobrze słyszałam. Jeju jaka jestem szczęśliwa .Mortiz wrócił do mnie niosąc dwa drinki jeden dla siebie drugi dla mnie. Wypiliśmy je bardzo szybko ażsama się zdziwiłąm że tak potrafię. Kiedy skończyliśmy powiedziałam:
-No a teraz obiecany taniec
-No dobrze maleńka
Całe szczęście że w tym klubie nie było jasno gdyż się zarumieniłam.
Podczas tańca Mortiz szepnął mi do ucha
-Chodźmy stąd
-Ale dokąd?
-Na zewnątrz
-No dobrze
Spojrzałam co robi reszta towarzystwa ale jedyną osobą jaką zauważyłam był śpiący Łukasz
Ruszyłam więc z Leitnerem w kierunku wyjścia chciałam stać przed budynkiem lecz on zaciągnął mnie na tyły i przycisnął do ściany
-Mortiz co ty robisz?
-Ciii kochanie wszystko dobrze-po tych słowach zaczął mnie całować. Wcale temu nie protestowałam.Chciałam żeby to trwało wiecznie lecz czar tej bajki musiało coś zepsuć. Nagle jedna ręka Mortiza zaczęła kierować w stronę mojego biustu a druga w strone spodni
-Przestań-krzyknęłam odpychając go
-Wiem że tego chcesz Katrin- mówił podniecającym głosem
-Nie wcale nie chce
-Oj misiu mnie nie okłamiesz-po czym przyciągnął mnie do siebie próbując ściągnąć mi bluzkę
-Zostaw! Pość!
Udało mi się wyrwać z jego objęć. Zaczęłam biec przed siebie po 10 minutach nie wiedziałam gdzie jestem usiadłam na ławce i zaczęłam płakać. Spojrzałam na zegarek dochodziła godzina 4 rano. No ładnie pomyślałam jak ja trafie do domu? Mario i tak pewnie jeszcze jest w tym klubie. Byłam wściekła na Mortiza jednak chyba mogę mu wybaczyć ten numer skoro był pijany. Nagle moje oczy zobaczyły znajomą postać biegnącą w moim kierunku
poniedziałek, 20 maja 2013
Rozdział 5
Wszyscy podeszli do nas z nieco smutnymi minami. Mario powiedział;
-Chłopaki chce wam przedstawić moją siostre Katrin nie musicie się przedstawiać ona zna wszystkich jest naszą fanką heh
-Witaj Katrin miło cię poznać powiedział każdy po kolei
-Mi też bardzo miło
-I jak ci się podobał mecz?-Powiedział Marco
-No podobał mi się tylko szkoda że taki wynik
-Wiem-odezwał się Roman-moja wina mogłem go nie faulować
-Weź się nie zadręczaj-odparł Robert-jak wyszło tak wyszło
Chłopacy jeszcze dyskutowali o meczu lecz ja ich już nie słuchałam w naszą stronę szedł on
Mortiz Leitner wiedziałam że jest przystojny ale na żywo aż gdy go zobaczyłam dostałam gęsiej skórki.
-No i jak chłopaki to idziemy opić porażke?
-Wiesz że trener kazał nam mniej imprezować przed finałem-stwierdził-Kuba
-Oj daj spokój
-Mortiz ma racje jedno piwko nie zaszkodzi-powiedział Mario-ale chciałbym ci przedstawić katrin moją siostre
-Cześć-wydukał tylko
-Cześć-uśmiechnęłam się szeroko-jesteś świetnym piłkarzem
-Idziemy?-przerwał mi Marco nieco zdenerwowany
-Tak!-odpowiedzieli wszyscy chórem
Gdy szliśmy do klubu starałam się jakoś zagadać do Mortiza ale chyba mi to nie wychodziło za to Marco szedł z tyłu sam trochę zły.Zastanawiałam się czy to przez mecz czy przez to że rozmawiam z Leitnerem o ile to rozmową można było nazwać.
*oczami Marco
Dlaczego? Czy ja jestem jakiś inny? Wszystkie dziewczyny lecą na Mortiza. A ja też bym chciał kogoś znaleśc. Myślałem że może z Katrin mi się uda, że jest inna niż te wszystkie dziewczyny. No cóż myliłem się. Wszyscy nieźle się bawią i nikt nie widzi jaki mam humor nawet Mario... Pewnie nie zauważą jak sobie pójde*
W końcu doszliśmy do tego klubu lecz nie wszyscy zauważyłam że Marco zaczął iść w przeciwnym kierunku i do budynku nie wszedł z nami. Przez chwile się zawahałam czy nie powinnam za nim pobiec lecz moje wątpliwości zostały przerwane przez wołającego mnie Mortiza
____________________________________________________________________________
Jest 5
No i jak wam się podoba komentujcie śmiało...
sobota, 18 maja 2013
Rozdział 4
Przede mną stał sam....Mario Goetze i trzymał kartke z moim nazwiskiem.Podszedł do mnie i powiedział
-Witaj Katrin
Nie wiedziałam co powiedzieć jedna odważyłam się i powiedziałam
-Mario? Ty jesteś moim bratem?
-Tak, wiem że pewnie będzie ci się trudno przyzwyczaić gdyż jestem piłkarzem a ty pewnie piłką się nie interesujesz ale...
-Żartujesz sobie?-przerwałam mu tą gadke-ja kocham piłke to całe moje życie
-Ufff to dobrze bo mam dla ciebie bilet na dzisiejszy mecz
-Naprawdę? Tak się ciesze
-To jak jedziemy do naszego domu? A później na mecz?
-No pewnie
Mario wziął moje walizki i ruszyliśmy w stronę samochodu. Całą droge rozmawialiśmy o naszym dotychczasowym życiu. Mario miał żal do naszej matki że mnie oddała. Ja się jednak cieszyłam że wogóle powiedziała mu o moim istnieniu. Dojechaliśmy do mieszkania które było cudowne
Wysiadłam z samochodu i byłam wpatrzona w to cudo Mario chyba to zauważył gdyż zapytał
-Podoba ci się?
-Ty się jeszcze pytasz no pewnie jest cudowne ani w centrum ani gdzieś daleko
-Poczekaj aż wejdziemy do środka
Długo to jednak nie trwało Mario zabrał torby i ruszył otworzyć drzwi. Miał raje w środku było jeszcze cudowniej przez chwile nawet pomyślałam że śpię lecz spojrzałam na mojego braciszka i zrozumiałam że to rzeczywistość
Kuchnia sypialnia salon były nie do opisania.Emocji już nie mogłam powstrzymać i się rozpłakałam Mario podszedł do mnie i mnie przytulił
-Hej maleńka uspokój się wszystko będzie teraz dobrze już jesteśmy razem
-Tak wiem ja płacze ze szczęścia
-Rozumiem ale teraz leć obrać żółto czarną koszulkę bo za chwile przyjedzie Marco
-Już się robi braciszku
Szybko ubrałam koszulke BVB lecz bez żadnego nazwiska.Mario w sumie teraz przechodzi do Bayernu a ja od dziecka jestem za Borussia no cóż nadal będe. Gdy zszedłam na dół czekał już na mnie Mario a wraz z nim Marco
-Marco poznaj moją siostre o której ci tyle wspominałem
-Hej miło mi poznać no fakt Mario dużo o tobie mówił ale nie wspomniał że jesteś taka ładna
-Oj tam zaraz ładna heh mam to po starszym bracie
-No koniec tych pogaduszek bo spóźnimy się na ostatni ligowy mecz-powiedział Mario i wszyscy ruszyliśmy do auta Reusa
Przez całą droge na stadion Marco mnie zagadywał i mi słodził miałam wrażenie że mnie podrywa ale to tylko moja wyobraźnia
***
Mecz był cudowny chodź nie wygraliśmy. Już na początku Robert strzelił gola lecz przeciwnicy odrobili straty nawet bramkarz został wyrzucony z boiska i musiał go zastąpić Kevin.
Razem z Mario stałam przed stadionem i czekaliśmy aż wyjdą chłopaki a więc nadszedł moment na który czekałam od dziecka poznam wszystkich z BVB
-Mario-powiedziałam-co jeśli oni mnie nie polubią?
-Żartujesz sobie polubią cie nie masz się o co martwic
Trochę się uspokoiłam po sławach Mario. W końcu zaczęli wychodzić pierw Łukasz Robert i Marco a za nimi Kuba Kevin Roman Sebastian Mitchell oraz Sven innych jeszcze byli w szatni
piątek, 17 maja 2013
Rozdział 3
Była dopiero godzina ósma a hałas był ogromny wszystkie dziewczyny przygotowywała się do dzisiejszego pokazu mody. wylot miałam dopiero o 11 więc trochę czasu mi zostało. ucieczka stąd nie powinna być dużym problemem gdyż torbę już wyrzuciłam za okno a wychodząc mogę powiedzieć że idę do kosmetyczki. Postanowiłam że sprawdzę jeszcze czy wszystko wzięłam i pójdę ostatni raz się przejść po szkole.
***
Czas zleciał bardzo szybko nawet się nie zorientowałam kiedy zrobiła się godzina 10 musiałam się powoli zbierać do wyjścia. Trochę smutno było odchodzić ale wiem że tak lepiej. Powoli zeszłam na dół myśląc że nie będzie jednak żadnych pytań ale się myliłam na holu zaczepiła mnie madam Adana
-A ty dokąd się wybierasz? Słyszałam że dziś jest mecz mam nadzieje że nie po to wychodzisz?
-Ależ skąd postanowiłam że przejde się do kosmetyczki
-O to prosze bardzo tylko nie spóźnij się na pokaz
-Proszę się nie obawiać
Uff jakoś się udało. Wzięłam swoją torbę i ruszyłam w stronę postoju taksówek by ta zawiozła mnie na lotnisko. Nawet długo nie musiałam czekać aż jakaś mnie zabierze wsiadłam i ruszyłam w stronę ku wolności.
***
Jestem jakie to lotnisko jest wielkie. Pełno tu ludzi i jak ja będe wiedziała do którego samolotu wsiąść?
Nagle usłyszałam komunikat *Uwaga Uwaga pasażerów lecących do Dortmundu zapraszam do bramki numer 5 za 15 minut odlatuje samolot*
Ehh dobrze że mnie o tym poinformowali lepiej pójde już stanąć w kolejce. Kolejka szła dość szybko gdy nastała moja kolej miła pani powiedziała
-Życzymy spokojnej podróży
-Dziękuje-odpowiedziałam i weszłam do samolotu
*wszystkich prosimy o zapięcie pasów właśnie wylatujemy do Dortmundu w razie pytań proszę nacisnąć zielony guzik dziękuje* no i wystartowaliśmy.Koło mnie siedziała bardzo miła pani z którą rozmawiałam przez prawie połowę lotu. Później jednak poczułam się senna więc zapadłam w głęboki sen.
Śniło mi się że gdy wyszłam z samolotu to moi zastępczy rodzice stali w Dortmundzie i chcieli mnie zabrać a ja się im wyrywałam. Z tego koszmaru obudziły mnie jednak turbulencje i komunikat że za chwile będziemy lądować. Nagle poczułam strach taki jak na początku jaki jest mój brat? Czy jest do mnie podobny? Jak ja go rozpoznam w tym tłumie ludzi? Może jednak dam sobie rade wyjdę z samolotu to się zobaczy co będzie.
OK dam sobie rade tyle tu ludzi i wszyscy trzymają kartkę z nazwiskiem osoby na którą czekają tylko gdzie jest moje.
Nagle moje spojrzenie padło na osobę którą już w pewnym sensie znałam trzymał on kartke z moim nazwiskiem. Nie to nie może być prawda on jest moim bratem?
________________________________________________________________________________
Rozdział 3 gotowy heh mam nadzieje że się jednak podoba
Pozdrawiam:)
środa, 15 maja 2013
Rozdział 2
Katrin
Wiem że to może dziwnie zabrzmieć ale jestem twoim rodzonym bratem. Kiedy przyszłaś na świat ja miałem niecałe 2 lata dlatego nie wiedziałem o twoim istnieniu. Nasz ojciec nie żyje od 6 lat a matka zmarła tydzień temu przekazując mi informacje o Tobie.
Bardzo chciałbym cię poznać dlatego do listu dodaje bilet na samolot do Dortmundu bo właśnie stąd pochodzimy. Mam nadzieje że list do ciebie dotrze. Do zobaczenia wkrótce
Twój brat
Długo jeszcze nie mogłam oderwać wzroku od listu i pewnie trwało by to dłużej gdyby nie Laura
-Halo żyjesz od 10 minut gadam a ty nic?
-Co?Żyje
-Od kogo to? Nic nie rozumiem cały po niemiecku
-Nie ważne musze iść
***
Nastał wieczór ciągle rozmyślałam o tym liście. O moim bracie. Bilety były na jutro lecieć czy nie? Kłębiło się pytanie w mojej głowie. Przecież on nawet się nie podpisał a jak to jakiś oszust? Jutro jest mecz a jak nie lubi piłki? Brat czy nie ale mam bilety do Dortmundu a to oznacza że wyrwę się z tego świata który stworzyli dla mnie moi rodzice. Postanowiłam się spakować gdy skończyłam stwierdziłam że powinnam napisać jakiś list żeby nikt się o mnie nie martwił w końcu jakbym teraz im powiedziała że wyjeżdżam zamknęli by mnie w pokoju i nie wypościli.List brzmiał tak
Kochani
Wiem że opuszczam was bez pożegnania ale tak będzie lepiej dla mnie. Dostałam wielką propozycje na nowe lepsze życie. Nie martwcie się o mnie i nie szukajcie. Dziękuje że się mną opiekowaliście
Pozdrawiam Katrina
Teraz tylko czekała mnie ostatnia noc w tej szkole w tym świecie. Przede mną nowe możliwości czuje że to nowy rozdział wspaniały rozdział pełen radości rozczarowań jak i bólu
______________________________________________________________________
No i mam rozdział 2
Musze zacząć pisać dłuższe...
Czytasz zostaw komentarz
wtorek, 14 maja 2013
Rozdział 1
Był pochmurny dzień zresztą jak zawsze Katrin zastanawiała się jakby tu obejrzeć sobotni mecz BVB z Hoffenheim. Lecz tego dnia odbywał się pokaz mody w jej szkole. Jakże ona jej nienawidziła wszędzie tylko same dziewczyny rozmawiające o modzie a ona wolała piłke lecz rodzice już zadecydowali będzie modelką.
***
-Katrin!Katrin!-słychać było krzyki z korytarza
-Dlaczego tak krzyczysz Lauro? Wiesz że damie tak nie wypada- stwierdziła madam Adana
-Wybacz o pani-skuliła się Laura-szukam Katrin jutro pokaz mody a ona znów gdzieś zniknęła pewnie na ten mecz Borussi czy jakoś tak
Madam nie mogła uwierzyć tak bardzo się stara żeby jej podopieczne były najlepszymi damami na świecie by znały się na modzie. A tu taka dziewczyna która mogłaby zostać największa modelką z taką urodą piłką się interesuje. Adana przestała rozmyślać i powiedziała do Laury
-Znajdź ją
Jak ja nie lubie tej Katrin w sumie to nikt jej nie lubi. Jest najładniejsza mądra a na dodatek jest ulubienicą madam zawsze dostaje to co chce. Trzeba coś z tym zrobić. Może wysłać do Niemiec?Wcale nie taki głupi pomysł byle by się jej pozbyć.
-Ojej mógłby pan troszeczkę uważać?-powiedziała Laura po zderzeniu z listonoszem
-Proszę panienki o wybaczenie. Szukam Katrin
-Właśnie do niej idę, przekazać coś?
-Tak oto list chyba z Niemiec. Do widzenia i dziękuje.
-O nie to ja dziękuje.
Każdy list które dostawały dziewczyny były przekierowywane do szkoły. Laura zastanawiała się od kogo mógłby być ten list. Zresztą a co ją to obchodził. Wreście Laura znalazła
Katrin w ogrodzie
-To dla ciebie-powiedziała wręczając jej list
-Co to?
-Nie wiem listonosz to dał ponoć z Niemiec
List do mnie? I to z Niemiec? Nie ma na co czekać otworze i zobaczę od kogo to...
_________________________________________________________________________________
No i mam pierwszy rozdział. Czytasz zostaw komentarz:)
poniedziałek, 13 maja 2013
BOHATEROWIE
Katrin Zielińska-Ma 19 lat nie zna swoich prawdziwych rodziców nawet nie wie jak się nazywają, gdyż zaraz po urodzeniu Państwo Zielińscy znaleźli ją pod domem z karteczką jak ma na imię. Chodź Katrin jest już pełnoletnia studiuje w prywatnej szkole którą wybrali jej "rodzice". Jest to szkoła do której uczęszczają same bogate i piękne dziewczyny które ciągle rozmawiają o modzie, chłopakach itd. Dziewczyny w szkole jej nie lubią za to że kocha piłkę nożną jej "rodzice" też tego nie popierają dlatego zawsze zakazują jej oglądania meczu jej ukochanej drużyny Borussii Dortmund. Katrin od dziecka dobrze posługiwała się językiem niemieckim skąd wywnioskowała że jedno z rodziców musi byc niemieckiego pochodzenia czasem nawet zdarzało się że podczas odpowiedzi mówiła po niemiecku przez co zawsze miała kłopoty. Pewnego dnia wszystko jednak się zmienia gdy dostaje list napisany w języku niemieckim...
Mario Goetze-niemiecki piłkarz występujący na pozycji pomocnika w Borussii Dortmund oraz reprezentacji Niemiec jego najlepsi przyjaciele to Marco i Robert
Marco Reus-niemiecki piłkarz występujący na pozycji pomocnika lub napastnika w Borussii Dortmund oraz reprezentacji Niemiec. Nie ma dziewczyny lecz to długo nie będzie trwało. Jego najlepsi przyjaciele to Mario i Robert
Robert Lewandowski-Polski napastnik grający w Borussii Dortmund oraz reprezentacji Polski. Zaręczony jest z Anną Stachurską. Jego najlepsi przyjaciele to Marco i Mario
W opowiadaniu pojawią sie też rodzice Katriny, dziewczyny z jej szkoły, oraz reszta zawodników z BVB
Subskrybuj:
Posty (Atom)









