wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 13





  Obudziły mnie promienie słoneczne. Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 9 postanowiłam że się zacznę szykować dziś miałam cały dzień spędzić z Moritzem. Czułam się taka szczęśliwa Gdy wychodziłam z łazienki na tapczanie siedział Mario
-Jak tam wczorajszy wieczór?
-Było cudownie
-Co dziś robisz?
-Eeee umówiłam się z Moritzem
-Ok nie widzę sprzeciwu. Ja z całą reszta wybieramy się dziś do klubu na imprezę szkoda że cię nie będzie
-No pewnie szkoda
-Dobra zmykaj już do swojego Romeo
Uradowana że Mario nie ma nic przeciwko spotkaniu wyszłam z pokoju po drodze jednak spotkałam Agatę Anie i Lise
-Katrin a ty gdzie pędzisz taka uradowana?-spytała Ania
-Umówiłam się z Moritzem
-Ty lepiej na niego uważaj-ostrzegła mnie Lisa
-O co wam wszystkim chodzi?-krzyknęłam
-My po prostu się o ciebie martwimy-odpowiedziała mi Agata
-Może będzie lepiej jak jej powiemy-spytała Ania
-Co mi powiecie?
-Jak przechodziłyśmy koło pokoju Moritza i Mitchella słyszałyśmy ich rozmowę-odparła Lisa
-No i co w niej było
-Mają jakieś złe zamiary wobec ciebie-stwierdziła Ania
-Słyszałyście dokładnie moje imię?
-No nie-odpowiedziały wszystkie
-No właśnie więc się nie wtrącajcie
Dziewczyny coś jeszcze do mnie krzyczały ale ja już ich nie słuchałam. Jak one mogły myślałam że chcą bym była szczęśliwa ale nie. Starałam się opanować łzy i mi się udało nie chciałam by mnie o cokolwiek pytał
-No cześć piękna-czekał już na mnie przed pokojem
-Cześć
-Gotowa na dobrą zabawę?
-Myślę że tak-uśmiechnęłam się
Pierwsze co zrobiliśmy to udaliśmy się na plaże udało mu się nawet zaciągnąć mnie do wody co powiem było trudnym wyczynem. Następnie poszliśmy na lody dla mnie truskawkowe dla niego wiśniowe. Na molo odbywał się kurs tańca więc postanowiłam że to ja go do czegoś teraz zmuszę i tak oto przez godzinę robiliśmy z siebie pośmiewisko bo żadne z nas nie umiało tańczyć. Ten dzień minął mi bardzo miło ale jeszcze się nie skończył dopiero nastał wieczór.
-Gotowa na największą atrakcje dzisiejszego dnia?-spytał Moritz
-To jeszcze nie koniec?-byłam zdziwiona
-Nie mój skarbie-po czym mnie pocałował
Uwielbiałam smak jego ust te ciepło i tą trosk. Nagle jednak moją sielankę przerwała ręka Moritza pod moją bluzką
-Co ty robisz?
-Katrin skarbie nie daj się prosić- mówił podnieconym głosem
-Wiesz że tego nie chce
-Dobra jak wolisz-zrobił się agresywny-nie chcesz po dobroci będzie na siłę
Moritz wziął mnie na ręce i zaczął prowadzić do jakiegoś samochodu
-Puść mnie!No puść
-Siedź cicho jak będziesz grzeczna będzie mniej bolało
Po czym chyba uderzył mnie czymś w głowę bo przed oczami zrobiło mi się ciemno









                                                                        ****


Obudziłam się bodajże w jakiejś piwnicy. Głowa mnie strasznie bolała nie wiedziałam co robic
-Halo jest tu kto?
-Patrzcie kto się ocknął-powiedział Mitchell
-Jak dobrze że jesteś pomóż mi
-Pomóc ci?
I wtedy zrozumiałam on współpracuje z Moritzem który właśnie wszedł do pomieszczenia
-Jak mogłeś mi to zrobić?
-Maleńka ja ci jeszcze nic nie zrobiłem. Czekaliśmy aż się obudzisz
-Ale co?
Mitchell złapał mnie za ręce a Moritz zaczął rozbierać mnie z wszystkich rzeczy
-Nie błagam nie rób mi tego
-Nie szarp się wtedy mniej boli
Wtedy zaczął mnie gwałcić ból jaki przechodzi moje ciało był potworny. Krzyczałam. Płakałam. Ale on nie przestawał. Przez łzy widziałam jaką mu to rozkosz sprawia szkoda tylko że jemu. Kiedy przestał poczułam ulgę cieszyłam się że to koniec koszmaru. Myliłam się jego przyjaciel też postanowił mnie zgwałcić. I znów tan sam ból na nowo chciałam umrzeć oddała bym wszystko by się jakoś wydostać z tego koszmaru. W końcu i on przestał obaj śmiali się na zmianę
-Dlaczego?-udało mi się powiedzieć
-Ponieważ nie lubimy twojego blondynka-odparł Mitchell
A więc zgwałcili mnie dlatego że Marco mnie lubił. Byłam głupia że nie zauważyłam tak wspaniałego chłopaka jak Marco tylko widziałam tego palanta.
-Koniec tej zabawy trzeba wracać do hotelu-stwierdzili chłopacy
-Wstawaj-powiedział Moritz
-Pamiętaj jak komuś coś powiesz to będziesz miała kłopoty ty i jeszcze Marco-wysyczał Mitchell
To co mi kazał zrobiłam wstałam i udałam się do samochodu przed wyjazdem kazali mi się ogarnąć by nikt nic nie podejrzewał. Można uznać że wyglądałam jak człowiek. Odprowadzili mnie pod drzwi po czym odeszli. Wyjęłam klucz i gdy miałam już wchodzić do pokoju ktoś się odezwał....






_________________________________________________________________________________

No i jest 12 rozdział
Trochę zrobiłam złych chłopaków ale co tam:)

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 12






-Katrin wszystko dobrze jesteś blada-powiedział Mario
-Oni...Oni...To.... 



-No powiedz wreście kto to-odparł
-To moi rodzice
-Rodzice???
-No wiesz ci którzy mnie wychowali
-Katrin?-usłyszałam głos matki
-Witaj mamo
-Jak mogłaś nam to zrobić i uciec?
-Wiesz przez co przechodziliśmy-dołączył się do ojciec
-Przepraszam musiałam odejść
-Do kogo przecież nie masz rodziny
-O nie-wtrącił się Mario-Ona ma mnie
-A ty to kto-spytał ojciec
-Jestem jej bratem
-Ja cię kojarzę-powiedziała mama- jesteś jednym z tych piłkarzy za którymi szaleje Katrin
-Owszem jestem piłkarzem
-Wiesz jaki wstyd teraz ponosimy w naszym mieście?Teraz ludzie nigdzie nas nie zapraszają-Żaliła się mama
-Trzeba było pozwolić mi robić to co kocham-krzyknęłam
-Aaa grac w tą durną piłkę -odparł ojciec
-Wypraszam sobie obrażania mojego zawodu!!!
-Jeszcze pożałujesz że się od nas odwróciłaś zobaczysz-powiedział ojciec po czym odeszli
Nie wytrzymałam łzy zaczęły lecieć po moich polikach Mario gdy to zauważył przytulił mnie i nic nie mówił. Zauważyłam że nigdzie nie ma Mortiza pewnie podczas mojej kłótni poszedł gdzieś z resztą gdyż ich też nie było w pobliżu
-Chodź poszukamy chłopaków-przerwał cisze Mario
-Dobrze-powiedziałam ocierając łzy
Długo ich nie szukaliśmy. Może zajęło by nam to więcej czasu ale nakierowała nas rozmowa dwóch kobiet o tym jak jakiś mężczyzna biega z kąpielówkami na głowie i krzyczy że potwór go je. Razem z Mario wiedzieliśmy że to Lewy. I się nie myliliśmy
-AAAAAA zabierzcie go ja chce mieć głowę-krzyczał- jak będe bramki bez niej strzelał
-Czy znajdzie się śmiałek który stawi czoło zagrożeniu i uratuje mego przyjaciela-błagał ludzi Kuba
-Patrz-powiedziałam do Mario
-Ale co...
-Nie bój się Jakubie. Bo oto ja przybywam z daleka by uratować twego towarzysza
-O jak dobrze że przybyłaś błagam ratuj go
-Już się robi ale gdzie mój miecz?
-Tu jest-krzyknął Romek po czym podał mi jakiś kij
Podbiegłam do Roberta i zaczęłam go lekko bić po głowie krzycząc
-A masz ty wstrętny potworze idź jeść głowę kogoś innego
-Ałł-stękał Lewy
Po może dwóch minutach walki udało mi się zdjąć potwora z głowy Roberta. Wszyscy zaczęli mi bić brawa a Robert krzyczał
-Niech żyje Katrin moja wybawicielka- Do niego przyłączyła się cała reszta chłopaków oraz dziewczyny
Wyszliśmy z plaży w całkiem fajnych humorach. Dzięki naszym wygłupom zapomniałam o spotkaniu które było na samym początku. Doszliśmy do hotelu i udaliśmy się na kolacje po niej każdy miał czas dla siebie
-Dziś nie mieliśmy czasu porozmawiać-powiedział Mortiz 
-Tak wybacz
-Może chciała byś pójść ze mną obejrzeć zachód słońca?
-Tak chętnie 
-W takim razie będę u ciebie za 15 minut
Szybko poszłam powiedzieć Mario gdzie się wybieram no i jeszcze musiałam się przebrać. Gdy już wszystko ogarnęłam akurat przyszedł Mortiz.
-Gotowa?
-Zawsze- uśmiechałam się 
Całą drogę na plaże szliśmy w milczeniu w sumie to na niej też żadne z nas się nie odezwało. Jednak w drodze powrotnej on chwycił mnie za ręke. Gdy mnie już odprowadził pod same drzwi zaczął się przybliżać że niemal czułam jego oddech. Moje serce zaczęło szybciej bić a on mnie pocałował to było niesamowite takie delikatne i namiętne miałam ochotę tak cały czas. Lecz on przerwał i powiedział
-Dobranoc kochana 
-Dobranoc- odpowiedziałam 
Weszłam do pokoju i rzuciłam się uradowana na łóżko chwile później 
zasnęłam
-Wiesz przez co przechodziliśmy-dołączył się do ojciec-Przepraszam musiałam odejść-Do kogo przecież nie masz rodziny-O nie-wtrącił się Mario-Ona ma mnie-A ty to kto-spytał ojciec-Jestem jej bratem-Ja cię kojarzę-powiedziała mama- jesteś jednym z tych piłkarzy za którymi szaleje Katrin-Owszem jestem piłkarzem-Wiesz jaki wstyd teraz ponosimy w naszym mieście?Teraz ludzie nigdzie nas nie zapraszają-Żaliła się mama-Trzeba było pozwolić mi robić to co kocham-krzyknęłam -Aaa grac w tą durną piłkę -odparł ojciec-Wypraszam sobie obrażania mojego zawodu!!!-Jeszcze pożałujesz że się od nas odwróciłaś zobaczysz-powiedział ojciec po czym odeszliNie wytrzymałam łzy zaczęły lecieć po moich polikach Mario gdy to zauważył przytulił mnie i nic nie mówił. Zauważyłam że nigdzie nie ma Mortiza pewnie podczas mojej kłótni poszedł gdzieś z resztą gdyż ich też nie było w pobliżu-Chodź poszukamy chłopaków-przerwał cisze Mario-Dobrze-powiedziałam ocierając łzyDługo ich nie szukaliśmy. Może zajęło by nam to więcej czasu ale nakierowała nas rozmowa dwóch kobiet o tym jak jakiś mężczyzna biega z kąpielówkami na głowie i krzyczy że potwór go je. Razem z Mario wiedzieliśmy że to Lewy. I się nie myliliśmy-AAAAAA zabierzcie go ja chce mieć głowę-krzyczał- jak będe bramki bez niej strzelał-Czy znajdzie się śmiałek który stawi czoło zagrożeniu i uratuje mego przyjaciela-błagał ludzi Kuba
-Patrz-powiedziałam do Mario-Ale co...-Nie bój się Jakubie. Bo oto ja przybywam z daleka by uratować twego towarzysza-O jak dobrze że przybyłaś błagam ratuj go-Już się robi ale gdzie mój miecz?-Tu jest-krzyknął Romek po czym podał mi jakiś kijPodbiegłam do Roberta i zaczęłam go lekko bić po głowie krzycząc-A masz ty wstrętny potworze idź jeść głowę kogoś innego
-Ałł-stękał LewyPo może dwóch minutach walki udało mi się zdjąć potwora z głowy Roberta. Wszyscy zaczęli mi bić brawa a Robert krzyczał-Niech żyje Katrin moja wybawicielka- Do niego przyłączyła się cała reszta chłopaków oraz dziewczynyWyszliśmy z plaży w całkiem fajnych humorach. Dzięki naszym wygłupom zapomniałam o spotkaniu które było na samym początku. Doszliśmy do hotelu i udaliśmy się na kolacje po niej każdy miał czas dla siebie-Dziś nie mieliśmy czasu porozmawiać-powiedział Mortiz 
-Tak wybacz
-Może chciała byś pójść ze mną obejrzeć zachód słońca?
-Tak chętnie 
-W takim razie będę u ciebie za 15 minut
Szybko poszłam powiedzieć Mario gdzie się wybieram no i jeszcze musiałam się przebrać. Gdy już wszystko ogarnęłam akurat przyszedł Mortiz.
-Gotowa?
-Zawsze- uśmiechałam się 
Całą drogę na plaże szliśmy w milczeniu w sumie to na niej też żadne z nas się nie odezwało. Jednak w drodze powrotnej on chwycił mnie za ręke. Gdy mnie już odprowadził pod same drzwi zaczął się przybliżać że niemal czułam jego oddech. Moje serce zaczęło szybciej bić a on mnie pocałował to było niesamowite takie delikatne i namiętne miałam ochotę tak cały czas. Lecz on przerwał i powiedział
-Dobranoc kochana 
-Dobranoc- odpowiedziałam 
Weszłam do pokoju i rzuciłam się uradowana na łóżko chwile później 
zasnęłam


wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 11




Tydzień później


Wakacje!!! Jedziemy na Ibize. To znaczy nie wszyscy a mianowicie Ja, Mario, Mortiz, Mitchell, Robert, Kuba i Roman oczywiście leciały z nami dziewczyny piłkarzy tylko Mortiz i Mitchell byli bez osoby towarzyszącej. Marco w tym czasie miał rodzinną wycieczkę do Hiszpani szkoda że go nie ma z nami ale dzięki temu mam więcej czasu dla Leitnera.



**W samolocie

-Za chwile lecimy gotowa-spytał Mario
-Oczywiście-odparłam
W tym momencie podszedł do nas Mitchell
-Hej jak Mario nie ma nic przeciwko to Mortiz prosił żebym się dosiadł do ciebie a ty masz pójśc do niego-skierował swoje słowa do mnie
-Mario-spojrzałam na niego błagalnie-Proseeee
-Ehhh no dobrze idź tam
-Dziękuje dziękuje- i ruszyłam w stronę mojego wybranka
-Jesteś-przywitał mnie uśmiechem-myślałem że brat cię nie puści
-On nie jest taki zły-zaśmiałam się i usiadłam obok
-Jeśli jesteś śpiąca to oprzyj głowę i śpij
-Dziękuje. Tak jak kazał zrobiłam zasnęłam sobie smacznie
Śniło mi się że biegam z Mortizem po plaży i jesteśmy tacy szczęśliwi ale coś chce mi popsuc to szczęście. Niestety nie dowiaduje się co gdyż budzi mnie słodki głos
-Katrin!Jesteśmy na wyspie
-Mortiz? A tak już wstaje
Wzięliśmy wszyscy bagaże i udaliśmy się do hotelu który był niesamowicie cudowny

Nie mogłam nic powiedzieć z wrażenia zrobił to za mnie Mario
-Cudowny nie? Wiedziałem że ci się spodoba
-Yhym-tylko tyle potrafiłam powiedzieć
-Dobra koniec oglądanie z zewnątrz chodźcie do środka- Krzyknął Lewy
Już się bałam zobaczyć jak tam jest cudownie i miałam racje

-Już się tak nie zachwycaj-stwierdził Kuba
-Ale tu jest pięknie-odparłam
-Ok słuchajcie-zaczął Mario-idziemy teraz do pokoi i rozpakujemy się tak za 15 min widzimy się tu
-No dobra-każdy się zgodził
Ja miałam pokój naturalnie z bratem a reszta z dziewczynami tylko tamci bez swojej drugiej połówki mieli razem
Szybko ruszyliśmy rozpakować to co potrzebne by ruszyć na plaże.
-Mario który pokój jest Mortiza?
-22 a co?
-Tak pomyślałam że wyjdę po niego skoro już jestem gotowa
-No dobra idź zaraz będę


-A więc wszystko jasne-usłyszałam głos Mitchella
-Tak trzymamy się planu-odpowiedział Mortiz 
-Tylko nic nie spieprz tak jak ostatnio 
-Spokojnie a teraz się pośpiesz bo nic nie wypali

Ciekawe o co chodziło? no cóż zapukam do nich
-Katrin?-otworzył mi zdziwiony Leitner-Co ty tu robisz?
-Pomyślałam że wyjdę po ciebie-odparłam
-Aaa no dobra już idę-odpowiedział szybko-Słyszałaś coś jak rozmawiałem
-Nie-skłamałam
-Ok to dobrze-uśmiechnął się-Idziemy?
-No pewnie już czekają
-Mitchell chodź
-Już idę usłyszeliśmy
Gdy zeszliśmy na dół faktycznie wszyscy już na nas czekali. Niestety mnie ciągle interesował ten plan o którym nikt się nie mógł dowiedzieć nawet ja.
Plaża.Słońce. Piękna wyspa. Oczywiście po drodze nie odbyło się jakby moi chłopcy nie musieli rozdawać autografów.Nagle usłyszałam znajomy głos odwróciłam głowę i ich zobaczyłam. Nie to nie może być prawda oni tutaj?
-Katrin wszystko dobrze jesteś blada-powiedział Mario
-Oni...Oni...To....



________________________________________________________________________________


Długo musieliście czekać ktoś wogóle czyta tego bloga jak tak to proszę o komentarze

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 10




     Wembley.Piękny stadion, chodź do meczu jeszcze trochę czasu zostało razem z Mario przyszliśmy wcześniej. Na trybunach siedziało wiele tysięcy żółto-czarnych serc śpiewających radośnie "Heja BVB", aż można było się wzruszyć ze szczęścia.







*kilka minut później

Zaczęło się początek był niesamowity ta oprawa to coś pięknego następnie zawodnicy i hymn ligi mistrzów w końcu pierwszy gwizdek sędziego.Już od pierwszych minut nasi pokazywali na co ich stać lecz pierwsza połowa skończyła się bezbramkowo. Gdy rozpoczęła się druga połowa obie drużyny chciały strzelić bramkę, lecz to Bayern zaczął......prowadzić. To był szok dla wszystkich fanów, ale my wiemy że nasi zawsze grają i walczą o piłkę do końca tak więc nie traciliśmy nadziei. I tak nagły zwrot akcji faul na Marco aż Mario się przeraził o kolegę na szczęście to nic poważnego. Rzut karny wykorzystał Ilkay i znów na trybuny wróciła radość i nadzieja że wygramy ten mecz. Jednak los zdecydował inaczej w 89 minucie Robenn trafił w naszą siatkę. Wszędzie było słychać płacz a Mario z szoku nic nie mówił. Końcowy gwizdek i radość przeciwników nasi chłopacy położyli się na murawę i płakali jak dzieci sama nie mogłam ukryć łez zwłaszcza po tym jak zobaczyłam płaczącego Łukasza Marco i Roberta to bolało gdzieś w sercu. Kibice zaczęli śpiewać "I tak jesteście mistrzami Borussia jesteście mistrzami".Trzeba być dumnym piłkarzem z takich kibiców lecz dziś pszczółki tylko płakały.




*godzinę po meczu

-Mario dalej-krzyknęłam
-Już idę daj się ubrać
Po meczu każda drużyna miała bankiet w restauracji chłopacy nie chcieli iśc ale nie mieli wyjścia, ja z Mario również się tam wybierałam. Gdy przyjechaliśmy pod restauracje cała drużyna już była tak więc razem weszliśmy do środka. Tam postanowiłam że podejdę do Marco gdyż wydawał się smutny
-Marco-powiedziałam-Jak się czujesz?
-Źle. Mogliśmy to wygrać-stwierdził i się rozpłakał
-Nie płacz-powiedziałam i go przytuliłam
-Dziękuje ci
-Za co?
-Za to że tu jesteś
-Daj spokój
-Chodź zatańczymy
-Dobrze-odparłam
 Po wspaniałym tańcu z Marco postanowiłam poszukać Mortiza lecz nigdzie go nie było. Od zalanego już Roberta dowiedziałam się że poszedł do hotelu. no cóż innym razem pogadamy.Wróciłam do stołu i przyglądałam się drużynie. Wszyscy wraz z trenerem byli zdołowanie i starali się zatopic smutki w alkoholu i chyba im się to udało.











*Niedziela


Ciekawe.Hmmm.Jak ja znalazłam się w hotelu?Dużo przecież nie wypiłam może to Mario mnie przywiózł
-Mario! Mario!
-Nie krzycz Katrin błagam
-Przepraszam. Ty mnie przywiozłeś do hotelu?
-Nie , ja nic z wczoraj nie pamiętam
-Mniejsza z tym-stwierdziłam-ważne że obudziłam się u siebie w łóżku a nie gdzieś indziej
-No racja-zaśmiał się Mario
-Z czego radość lepiej się ubierz na śniadanie
-Dobrze
Po piętnastu minutach zrzedliśmy do hotelowego bufetu na śniadanie po nim poszliśmy się pakować i udaliśmy się na lotnisko. W Dortmundzie znów musieliśmy czekać na reszte żeby Mario mógł razem z nimi wejść na stadion przywitać kibiców.O 15 samolot BVB wylądował a z niego wyszli smutni piłkarze. Nie wiedziałam jak ich pocieszyć zwłaszcza Marco nie lubię jak się smuci. Leitner chyba się nie przejął to sytuacją pewnie dlatego że nie grał.Wszyscy ruszyliśmy na stadion przywitać kibiców



_________________________________________________________________________________

Trochę trzeba było czekać ale jednak jest kolejny rozdział komentujcie

niedziela, 26 maja 2013

Przeprosiny



      Chce was bardzo przeprosić. Chciała bym dodać kolejny rozdział ale jakoś nie moge po meczu. Oczywiście gdy ochłone i będę mogła opisać cała tą sytuacje na Wembley (niestety musze dodać taki rozdział) dodam nowy post. Mam nadzieje że będziecie czekać i mi wybaczycie pozdrawiam Angela


Dla was smutny Marco

    

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 9




     Zanim ruszyliśmy na lotnisko podjechałam jeszcze z Mario do domu po kilka drobiazgów. Po pół godzinie znaleźliśmy się już w samolocie.
Lot miała trwać około godziny może trochę więcej. Postanowiłam więc że się prześpię Mario chyba wpadł na ten sam pomysł gdyż zaraz po wystartowaniu zasnął.
Nie było tak źle kiedy lecieliśmy parę turbulencji ale poza tym wszystko dobrze. Chodź przylecieliśmy z Mario nieco wcześniej niż reszta zespołu na lotnisku było już pełno kibiców BVB. Gdy wyszliśmy z samolotu ludzie zaczęli wygwizdywać mojego brata, ale nie wszyscy. Znaleźli się na szczęście prawdziwi kibice którzy podchodzili prosili o autograf czy wspólne zdjęcie a on nie odmawiał. Jakie było moje zaskoczenie gdy pare osób do mnie podeszło i mówiło mi że ja to mam szczęście mieć takiego brata.
Razem z Mario czekałam aż dołączą do nas chłopacy. O godzinie 15 wielki samolot BVB wylądował w Londynie. Radości kibiców nie da się opisać każdy chciał od jakiegoś piłkarza autograf. Zrozumiałam że teraz też nie dam rady porozmawiać z Leitnerem  czy też Reusem. Po ponad pół godzinie wszyscy udali się do hotelu później mieli konferencje prasową i trening na Wembley








*SOBOTA

Całą noc nie spałam Mario w sumie też nie wiem jak reszta drużyny ale oni muszą być wypoczęci więc chyba spali. Po śniadaniu chłopaków czeka jeszcze krótki trening a o 20.45 sędzia  rozpocznie mecz mojego i ich życia.

_________________________________________________________________________________

Wiem trochę krótki ale nie chce opisywać meczu którego jeszcze nie było. Ja całą noc nie spałam i chodze strasznie zdenerwowana jeszcze 6 godzin i 30 minut do finałuuuuu



    

piątek, 24 maja 2013

Rozdział 8




      -Katrin wstawaj-wleciał do mojego pokoju Mario
-Co? Pali się?-powiedziałam ziewając
-Nie ale jest ósma i jak chcesz iść ze mną na stadion i się pożegnać z chłopakami miło by było jakbyś się pośpieszyła!
-O rzesz już się szykuje
Szybko wyparowałam z łóżka i ruszyłam do łazienki.Jak mogłam zaspać całe życie czekałam na dzień w którym będę na treningu Borussen . Gdy nieco się ogarnęłam zeszłam na dół
-Masz kanapki-powiedział Mario
-O dzięki-odparłam po czym wzięłam się za jedzenie
Gdy wszystko ogarnęłam pojechaliśmy z Mario na stadion.Szczerze trochę się bałam ale co raz się żyje
Mario poszedł do szatni a ja zostałam na trybunach nagle podszedł do mnie sam trener
-Witam ty jesteś pewnie Katrin siostra Mario?
-Tak oczywiście-uśmiecham się
-I jak ci się podoba stadion i Dortmund ogólnie?
-Jest niesamowicie zawsze chciałam tu być
-Widze że lubisz piłkę heh
-Lubie?Ja ją kocham
-Eh szkoda tylko że Mario dopiero teraz cię odnalazł
-Dlaczego?
-Bo ty na pewno nie pozwoliła byś mu odejść z Dortmundu
-Trzymała bym go jeśli było by to potrzebne
W tej chwili na murawę wybiegli chłopacy, pożegnałam się więc z trenerem . Wzrok mój i Marco spotkał się na chwile a przez moje ciało przeleciała fala ciepła. Coś jednak złapało mnie od tyłu to był Mortiz. Zauważyłam jeszcze jak Marco odchodzi ze smutną miną w kierunku Mario
-Witaj
-No cześć co się z tobą działo?-spytałam
-A nic wiesz treningi i takie tam , chciałem cię przeprosić za ta imprezę nie pamiętam co się na niej działo Mitchell mi powiedział że wyszedłem z tobą a wróciłem sam mam nadzieje że nic głupiego nie zrobiłem
-Nie skąd-skłamałam zresztą nic nie pamiętał
-Leitner-krzyknął trener- mamy wygrać finał więc się nie obijaj



*oczami Marco

Nasze wzroki się spotkały jej oczy były takie cudowne. Chciałem do niej podejść i zagadać lecz wyprzedził mnie ten laluś Leitner odwróciłem się tylko i smutny poszedłem w stronę mojego najlepszego kumpla który był strasznie podobny do swojej siostry co mnie jeszcze bardziej zdołowało
-Ej Marco co tobie-Spytał Mario obejmując mnie
-A nic- spojrzałem w strone Katrin
-Chyba już wszystko czaje ty lubisz moją siostrę a ona tego Leitnera
-Mario aleś ty bystry
-Weź się nie załamuj w końcu zrozumie że jest on skończonym dupkiem
-Ja to wiem ty to wiesz ale nie chce żeby on ją skrzywdził rozumiesz
-Rozumiem i też nie pozwolę by jej coś się stało
Dobrze że miałem przy sobie Mario zawsze umiał pocieszyć ale to niedługo miało się zmienić przecież on wyjeżdża.Ciekawe co zrobi Katrin pojedzie z nim czy może zostanie?już miałem go o to zapytać lecz przerwał mi krzyk trenera który wyzywał Leitnera i dobrze mu tak pomyślałem i zaczełem cwiczyc z chłopakami


*Katrin

Gdy Mortiz odszedł ja usiadłam na trybunach i zaczęłam oglądać trening. chłopacy byli w dobrych humorach chodź było po nich widać trochę zdenerwowania trochę strachu przed jutrem. Marco parę razy patrzył w moją stronę za co był wyzywany od trenera że ma się skopić tak jak reszta a zwłaszcza tak jak Leitner który już ani razu na mnie nie spojrzał. Mario niestety nie ćwiczył z kolegami tylko gdzieś z boku wykonywał lekkie ćwiczenia. Wszyscy po 2 godzinach zaczęli zbierać się do szatni gdyż mieli wyjazd za pół godziny a ja z Mario w sumie też jakoś dojechać musimy. Gdy wszyscy wyszli zaczęłam  się z każdym po kolei żegnać w końcu nadeszła kolej na Marco
-Do zobaczenia na Wembley-powiedział
-Oczywiście
-Gdy strzele gola będzie on dla ciebie-powiedział po czym odszedł zanim zdążyłam  coś odpowiedzieć.
Nigdzie nie mogłam znaleśc  Mortiza by się z nim pożegnać
-Katrin musimy już jechać-stwierdził Mario
-Jeszcze chwile
-Naprawdę nie ma czasu zobaczysz się z nim w Londynie teraz pewnie jest w domu
-No dobrze-odparłam-jedźmy
I tak oto ruszyłam z moim starszym bratem do Londynu odebrać (mam nadzieję) zwycięstwo



_________________________________________________________________________________

No i jak kochani? Podoba się?
Miejmy nadziaje jak Katrin że jadą po zwycięstwo aaaa to już jutro
KOMENTUJCIE:)