sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 10




     Wembley.Piękny stadion, chodź do meczu jeszcze trochę czasu zostało razem z Mario przyszliśmy wcześniej. Na trybunach siedziało wiele tysięcy żółto-czarnych serc śpiewających radośnie "Heja BVB", aż można było się wzruszyć ze szczęścia.







*kilka minut później

Zaczęło się początek był niesamowity ta oprawa to coś pięknego następnie zawodnicy i hymn ligi mistrzów w końcu pierwszy gwizdek sędziego.Już od pierwszych minut nasi pokazywali na co ich stać lecz pierwsza połowa skończyła się bezbramkowo. Gdy rozpoczęła się druga połowa obie drużyny chciały strzelić bramkę, lecz to Bayern zaczął......prowadzić. To był szok dla wszystkich fanów, ale my wiemy że nasi zawsze grają i walczą o piłkę do końca tak więc nie traciliśmy nadziei. I tak nagły zwrot akcji faul na Marco aż Mario się przeraził o kolegę na szczęście to nic poważnego. Rzut karny wykorzystał Ilkay i znów na trybuny wróciła radość i nadzieja że wygramy ten mecz. Jednak los zdecydował inaczej w 89 minucie Robenn trafił w naszą siatkę. Wszędzie było słychać płacz a Mario z szoku nic nie mówił. Końcowy gwizdek i radość przeciwników nasi chłopacy położyli się na murawę i płakali jak dzieci sama nie mogłam ukryć łez zwłaszcza po tym jak zobaczyłam płaczącego Łukasza Marco i Roberta to bolało gdzieś w sercu. Kibice zaczęli śpiewać "I tak jesteście mistrzami Borussia jesteście mistrzami".Trzeba być dumnym piłkarzem z takich kibiców lecz dziś pszczółki tylko płakały.




*godzinę po meczu

-Mario dalej-krzyknęłam
-Już idę daj się ubrać
Po meczu każda drużyna miała bankiet w restauracji chłopacy nie chcieli iśc ale nie mieli wyjścia, ja z Mario również się tam wybierałam. Gdy przyjechaliśmy pod restauracje cała drużyna już była tak więc razem weszliśmy do środka. Tam postanowiłam że podejdę do Marco gdyż wydawał się smutny
-Marco-powiedziałam-Jak się czujesz?
-Źle. Mogliśmy to wygrać-stwierdził i się rozpłakał
-Nie płacz-powiedziałam i go przytuliłam
-Dziękuje ci
-Za co?
-Za to że tu jesteś
-Daj spokój
-Chodź zatańczymy
-Dobrze-odparłam
 Po wspaniałym tańcu z Marco postanowiłam poszukać Mortiza lecz nigdzie go nie było. Od zalanego już Roberta dowiedziałam się że poszedł do hotelu. no cóż innym razem pogadamy.Wróciłam do stołu i przyglądałam się drużynie. Wszyscy wraz z trenerem byli zdołowanie i starali się zatopic smutki w alkoholu i chyba im się to udało.











*Niedziela


Ciekawe.Hmmm.Jak ja znalazłam się w hotelu?Dużo przecież nie wypiłam może to Mario mnie przywiózł
-Mario! Mario!
-Nie krzycz Katrin błagam
-Przepraszam. Ty mnie przywiozłeś do hotelu?
-Nie , ja nic z wczoraj nie pamiętam
-Mniejsza z tym-stwierdziłam-ważne że obudziłam się u siebie w łóżku a nie gdzieś indziej
-No racja-zaśmiał się Mario
-Z czego radość lepiej się ubierz na śniadanie
-Dobrze
Po piętnastu minutach zrzedliśmy do hotelowego bufetu na śniadanie po nim poszliśmy się pakować i udaliśmy się na lotnisko. W Dortmundzie znów musieliśmy czekać na reszte żeby Mario mógł razem z nimi wejść na stadion przywitać kibiców.O 15 samolot BVB wylądował a z niego wyszli smutni piłkarze. Nie wiedziałam jak ich pocieszyć zwłaszcza Marco nie lubię jak się smuci. Leitner chyba się nie przejął to sytuacją pewnie dlatego że nie grał.Wszyscy ruszyliśmy na stadion przywitać kibiców



_________________________________________________________________________________

Trochę trzeba było czekać ale jednak jest kolejny rozdział komentujcie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz