sobota, 25 maja 2013
Rozdział 9
Zanim ruszyliśmy na lotnisko podjechałam jeszcze z Mario do domu po kilka drobiazgów. Po pół godzinie znaleźliśmy się już w samolocie.
Lot miała trwać około godziny może trochę więcej. Postanowiłam więc że się prześpię Mario chyba wpadł na ten sam pomysł gdyż zaraz po wystartowaniu zasnął.
Nie było tak źle kiedy lecieliśmy parę turbulencji ale poza tym wszystko dobrze. Chodź przylecieliśmy z Mario nieco wcześniej niż reszta zespołu na lotnisku było już pełno kibiców BVB. Gdy wyszliśmy z samolotu ludzie zaczęli wygwizdywać mojego brata, ale nie wszyscy. Znaleźli się na szczęście prawdziwi kibice którzy podchodzili prosili o autograf czy wspólne zdjęcie a on nie odmawiał. Jakie było moje zaskoczenie gdy pare osób do mnie podeszło i mówiło mi że ja to mam szczęście mieć takiego brata.
Razem z Mario czekałam aż dołączą do nas chłopacy. O godzinie 15 wielki samolot BVB wylądował w Londynie. Radości kibiców nie da się opisać każdy chciał od jakiegoś piłkarza autograf. Zrozumiałam że teraz też nie dam rady porozmawiać z Leitnerem czy też Reusem. Po ponad pół godzinie wszyscy udali się do hotelu później mieli konferencje prasową i trening na Wembley
*SOBOTA
Całą noc nie spałam Mario w sumie też nie wiem jak reszta drużyny ale oni muszą być wypoczęci więc chyba spali. Po śniadaniu chłopaków czeka jeszcze krótki trening a o 20.45 sędzia rozpocznie mecz mojego i ich życia.
_________________________________________________________________________________
Wiem trochę krótki ale nie chce opisywać meczu którego jeszcze nie było. Ja całą noc nie spałam i chodze strasznie zdenerwowana jeszcze 6 godzin i 30 minut do finałuuuuu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz